poniedziałek, 22 lipca 2013
Wieści od Fruzi

Pamiętacie Fruzię? Opisywaliśmy ją tutaj: http://kocieadopcje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1282812

Powracamy do niej, ponieważ w ostatnich dniach koteczka zrobiła kolejny wielki kroczek do przodu :)

Przeniosła się do dużego pokoju (odważyła się opuścić swój bezpieczny azyl), na balkon (który chyba najbardziej się Fruzi spodobał), jada swoje kocie śniadanko tuż przy człowieku i zapomina nawet o strachu gdy poczuje zapach wędlinki, bierze aktywny udział w życiu kociego stada - stała się kocim przyjacielem dla Cykorki, Burania i Liluni - czyli kotek równie lękliwych jak ona sama. Odnalazła się na nowo.

We Fruzię wtula się Cykorka.

Po lewej stronie wystaje pysio Burania.

sobota, 11 sierpnia 2012
Czwarty tydzień Fruzi

Fruzinek czuje się coraz lepiej pod naszą opieką :) Zabawa światełkiem laserowym przed snem staje się już naszą codziennością. Fruzia bardzo lubi się bawić. Zapomina wtedy o wszystkich kocich zmartwieniach :) Na początku kicia jedynie poruszała łapkami w ślad za światełkiem. Ostatnio porusza się po większej przestrzeni. Zobaczcie sami :)

Kolejną zmianą w jej zachowaniu, jaką zauważyliśmy jest nie tylko podchodzenie do miseczek rano w naszej obecności, ale i jedzenie kiedy jeszcze nakładamy jej karmę. Jeszcze kilka dni temu nie odważyłaby się wsadzić noska do miseczki dopóki nie odsuniemy się na bezpieczną odległość :)

Widać też, że bardzo ciekawi ją otoczenie. Rozgląda się, stała się ciekawa odgłosów spoza kociego pokoju.

Coraz większą frajdę sprawia jej głaskanie.

W piątek odwiedziła nas wirtualna opiekunka Zuzi i Cykorki. Fruzia nigdy wcześniej nie widziała Oli a jednak nie uciekła, nie schowała się. Była bardzo wystraszona, ale tego się spodziewaliśmy. Co było dla nas ogromnym zaskoczeniem to że pozwoliła się wygłaskać i pod koniec odwróciła się całym ciałkiem w kierunku gościa :) To było niesamowite. W przypadku Fruzi, takie drobne gesty mówią najwięcej. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego, jaką zmianę przyniosły ostatnie tygodnie właśnie w kontekście naszego gościa i reakcji kici.

Fruzia pozdrawia wszystkich ze swojej podusi. Zwróćcie uwagę na jej mowę ciała, na sposób w jaki leży, jak są ułożone uszka, łapki i na oczy. To ogromna różnica w porównaniu do pierwszych zdjęć.

Fruzia wygląda z zaciekawieniem na podwórko - pełno na nim dzieci (które z tej wysokości przypominają poruszające się kropeczki) i odgłosów zabawy.

Fruzia śpioszek.

sobota, 04 sierpnia 2012
Trzeci tydzień Fruzinki

Minął trzeci tydzień naszej pracy z Fruzią.

Kicia odważyła się już biegać po pokoju za światełkiem laserowym. Wciąż jednak wydaje się być bardziej "stacjonarnym kotem". Wyleguje się na kocykach, wygrzewa na słoneczku, ale zasadniczo nie zmienia miejscówek. Wciąz jeszcze Fruzia "oswaja" swój nowy świat.

Bieganie za światełkiem to niezwykły przełom. Oznacza to dla nas bowiem, że kicia potrafi się na tyle "zapomnieć" w swoim lęku, że pozwala sobie na dzikie kocie szaleństwo i zabawę w naszej obecności :) Wiedziałyśmy, że światełko laserowe to jej ulubiona zabawka więc wymusiliśmy na niej ten kolejny kroczek podstępem. Ale wydaje nam się, że przy innym kocie byłoby to tylko kwestią znalezienia właściwej zabawki. Dla jednego kota będzie to sznureczek, dla innego może to być kocia wędka chowana pod kocykiem, dla jeszcze innego zabawka z kocimiętką lub piłeczka. Ważne by znaleźć coś, co kota zafascynuje :)

Pod koniec trzeciego tygodnia przez przypadek (bo jak na razie naszą pracą w dużej mierze jeszcze kierują przypadki) odkryliśmy jak pomóc Fruzi wykonać kolejny kroczek w kontaktach z nami. Przy okazji porządków w kocim pokoju Fruzinki jej ukochana firanka, za którą cały czas się przed nami chowała, na chwilę została zamocowana po jednej stronie w taki sposób, że kicia nie miała się za czym chować. Wychodząc z kociego pokoju po porządkach zapomnieliśmy o tej firance. Następnego dnia rano Fruzia pierwszy raz w naszej obecności wstała ze swojego kocyka i pewniejszym krokiem podeszła do napełnianych miseczek. To zupełnie nowe zachowanie u niej. Kolejny kroczek ku normalności i kociego szczęścia :)

Trzeci tydzień pracy z Fruzią kończymy jeszcze jednym (dla nas ogromnym) sukcesem. Kicia przekonała się do drugiej osoby. Do tej pory mruczała tylko podczas pracy z jedną z wolontariuszek. W trzecim tygodniu naszej pracy przekonała się jednak, że można zaufać jeszcze jednej osobie. Dzięki temu Fruzia mruczy dwa razy częściej :)

To dla nas największa nagroda, jaką moglibyśmy sobie wyobrazić :)

Posłuchajcie sami...

http://youtu.be/dMjWqMSbhSs

poniedziałek, 30 lipca 2012
Tydzień drugi - powarkiwania, znikające zabawki i mruczące Futerko.

DRUGI TYDZIEŃ (22.07 - 28.07)

Coraz łatwiej nam dotrzeć do Fruzi. Ostatnie próby sprawienia, by kicia zaczęła mruczeć - zajęły zaledwie 30 minut - a drugi tydzień pracy z kotką kończymy ogromnym sukcesem - Fruzia rozmruczała się zaledwie po 5 minutach głaskania!

Wciąż jest bardzo zalękniona i wciąż wystają jej kosteczki, ale apetyt dopisuje, kuwetkowanie jest w normie i przestała z niej wychodzić sierść (zmniejszył się również łupież). Niestety mamy wrażenie, że gdy już stres opadł - opadła też jej naturalna odporność, bo zaczyna puszczać bąbelki nosem (znaczy się katarek się pojawił). Na razie obserwujemy bo jest duża szansa, że jej organizm sam się upora z tym osłabieniem.

Fruzia czuje się coraz pewniej - bo zaczyna na nas prychać i powarkiwać. Jest to jej rytuał powitalny. Ponieważ nie robi to na nas wrażenia - przechodzimy do miziania kociego ciałka i to akurat kończy się mruczandem.

Co ważne - gdy już uda nam się sprawić, by zaczęła mruczeć - jej całe ciało się rozluźnia i pozostaje w takim stanie na długo. To znaczy, że w przeciwieństwie do pierwszych dni - gdy co chwila wchodzimy i wychodzimy z kociego pokoju kicia wciąż leży całkiem rozluźniona za firanką a nie kuli się za każdym razem jak to było na początku naszej pracy.

Kicia musi się też bawić w nocy bo regularnie zabawki poukładane w jednym miejscu wieczorem - rano są rozsiane po całej podłodze :)

Najpewniej czuje się na kocyku na parapecie schowana za koronkową firanką.

Poniżej filmiki Fruzi z drugiego tygodnia.

http://youtu.be/Ctz2cGjCqH0

http://youtu.be/WsYocDUEZqE

Oraz zdjęcia z tego samego okresu.

Grzejemy łapki pod kocykiem.

"A może tutaj wcale nie będzie tak strasznie...?"

"Pokażesz jeszcze raz tą sztuczkę ze znikającym czerwonym światełkiem?"

"Wciąż mi jeszcze smutno..."

"Ale nie poddaję się."

sobota, 21 lipca 2012
Doniesienia z kociego frontu

DZIEŃ 7.

Dzisiaj 1,5 godziny zajęło nam sprawienie, by Fruzia zaczęła mruczeć. Przyznajemy tym samym, że kicia wymaga ogromnej cierpliwości i konsekwencji. My już prawie się poddaliśmy. Wielokrotnie wychodziliśmy i wracaliśmy do jej pokoiku. Czuliśmy przez chwilę bezsilność. Najważniejsze, jak nam się wydaje jest to, by Opiekun choć raz doświadczył takiej niezwykłej magicznej chwili, w której kot zaczyna mruczeć. Bo jeśli choć raz coś takiego poczuje - łatwiej mu uwierzyć, że jest to możliwe. I tylko potrzeba ogromnego samozaparcia, żeby nie zakończyć następnego dnia całej pracy zbyt wcześnie, by się nie poddać tuż przed nastąpieniem tej magicznej chwili :)

Fruzia ma niezwykłą umiejętność odczytywania naszych emocji. Bardzo wyraźnie reaguje na to, gdy nie jesteśmy w pełni skupieni na niej - wykorzystuje taką chwilę do ucieczki. Dlatego Fruzia stała się dziś "kotem terapeutycznym" dla nas :) Bo wymaga od nas pozostawienia za drzwiami pokoju wszystkich naszych zmartwień, zdenerwowania, stresów i myśli. Gdy wchodzimy do pokoju Fruzi - jest tylko TU i TERAZ i jest tylko ona. Tylko w ten sposób można do niej dotrzeć. Ona czuje, gdy nasze myśli zaczynają się oddalać i nie rozumie tego. Jest jak drobniutki, rozedrgany czujnik naszych uczuć i myśli. Coś niezwykłego.

Z dobrych wieści - rozwolnienie minęło, wymioty ustały. Ustaliliśmy jaka karma na tą chwilę nie wywołuje sensacji i jej się trzymamy. Coraz mniej wypada jej sierści. Sierść która została zaczyna błyszczeć. Wciąż walczymy z łupieżem (poprzez intensywny masaż skóry).

Ponieważ zupełnie nam nie szła praca - niestety codzienne zmartwienia chodzą za nami jak cień i ciężko nam zostawiać je za drzwiami Fruzinkowego pokoju - postanowiliśmy wykorzystać sytuacje, jakie się przy tej okazji pojawiły.

Fruzia była kilkakrotnie brana na kolana w ciągu tej 1,5 godzinnej sesji. Za każdym razem pozwalaliśmy jej po chwili głaskania uciec tam, gdzie czuła się bezpiecznie (czyli na parapet za firanką). Po każdej ucieczce dawaliśmy jej chwilę, po czym podchodziliśmy i głaskaliśmy ją aż do wyczucia że ogonek nie przykleja się spięty do reszty ciała. Braliśmy ją też na ręce - dosłownie na kilka chwil. W czasie trzymania na rękach mówiliśmy jej jaka jest dzielna, jaka cudowna, głaskaliśmy jej futerko i odstawialiśmy za firankę na parapecie. Po tej ostatniej sytuacji postanowiliśmy wprowadzić kolejny element do naszej pracy z nią - laserkową myszkę. Z opowieści dawnego opiekuna Fruzi wiedzieliśmy, że kicia uwielbiała się bawić tym światełkiem laserowym. Tak bardzo lubiła te zabawy, że nawet zaczęła sama podchodzić do opiekuna i zaczepiać go łapką (takie informacje dostaliśmy rok po adopcji Fruzi w mailu). Po przeprowadzce do nas była na początku tak wystraszona, że nie zwracała uwagi na to światełko (pokazaliśmy je kici 3. dnia). Wtedy było jeszcze za wcześnie. Ale ponowiliśmy próbę tydzień po jej przybyciu.

Fruzia na początku wodziła za światełkiem jedynie oczkami, później całą główką. jednak co chwila traciła chęć i zamierała w bezruchu. Wtedy zaczynaliśmy czochrać jej futerko. W pewnym momencie kicia zaczęła nie tylko łapać światełko bardzo żwawo łapkami ale zaczęła też donośnie mruczeć. Tak więc dzisiaj mruczenie zostało wywołane przez kombinację głaskania + czegoś, co Fruzia bardzo pozytywnie kojarzyła. Gdy się jednak rozmruczała - całkiem zapomniała o zabawce. Przymykała tylko oczka - co z resztą widać na filmiku który wykonaliśmy w ostatniej fazie zabawy :)))

I jedna ważna rzecz, o której zapomnieliśmy napisać drugiego dnia po przeprowadzce Fruzi do nas. Ponieważ kicia miała tendencje do chowania się w ciemnych legowiskach i wciskania się w najciemniejsze kąty, za każdym razem, gdy tak robiła, była brana na ręce (dlatego tak ważne, by w jej pokoju każda kryjówka była dla nas łatwo dostępna) i przenoszona na kocyk na jasnym parapecie, z którego mogła oglądać cały świat za oknem (oraz koty z sąsiadującego balkonu). Fruzia bardzo lubi okno. Bardzo lubi oglądać koty i bardzo lubi słońce. To ciepło wywołuje u niej reakcję rozluźnienia - i to nam bardzo pomaga w pracy.

http://youtu.be/70yHqTJLVWU

Postaramy się niebawem zaopatrzyć w aparat, na którym można nagrywać odgłosy podczas kręcenia filmu. Fruzia w czasie całego tego filmiku mruczała.

DZIEŃ 8.

W nocy Fruzia łobuzowała z piłeczką ping-pongową. Skąd taka pewność, skoro w nocy nikt jej nie obserwuje? Otóż w nocy rozchodziły się hałasy z kociego pokoiku - hałasy turlanej po posadzce ping-pongowej piłeczki. Poza tym myszka, z którą Fruzia do nas wróciła, była przeniesiona w drugi kąt pokoju. Pozostałe zabawki leżały w jednym miejscu - tak jak je zostawiamy każdego wieczoru.

Kuwetkowanie się unormowało. Brzuszek pracuje prawidłowo. Jedzonko nadal błyskawicznie znika z miseczek po nocy.

czwartek, 19 lipca 2012
Relacje od Fruzinki

DZIEŃ CZWARTY

Fruzia odważyła się wyjrzeć przez szklane okienko w drzwiach na zewnątrz swojego kociego pokoju. Ciekawość zaczyna jej pomagać, bo powoduje, że kicia zaczyna reagować na otoczenie :) Jedzonko znika z miseczek. Kuwetkowanie w normie. Nadal nie pojawiają się żadne niespodzianki na pieluszkach.

Kicia podczas głaskania znowu zaczyna się kulić. Wydaje nam się, że to kocia norma - po każdym kroczku do przodu musi przyjść krok w tył - bo kocio musi przemyśleć wszystkie zmiany, przeanalizować i spróbować raz jeszcze. Ważne, żeby w tym początkowym okresie się nie poddawać. Przynajmniej my na to tak patrzymy. Dlatego nie poddajemy się i miziamy od nowa.

Rano znaleźliśmy też zwymiotowany koci kłaczek - to o tyle dobra wiadomość, że oznacza iż Fruzia, gdy na nią nikt nie patrzy - myje sobie futerko. A to z kolei oznacza, że kocia depresja mija :)

Kicia odkryła podusię elektryczną.

DZIEŃ PIĄTY

Charakterystyczne stało się prychnięcie na powitanie ;) Za każdym razem na dzień dobry dostajemy solidny phrrrrrr. Po czym zaczynamy się witać po naszemu - czyli podsuwamy dłoń do powąchania pod nosek, miziamy najpierw wzdłuż pysia, a następnie przechodzimy do czochrania futerka.

Zaczęliśmy mierzyć czas po jakim Fruzia zaczyna mruczeć. Dziś mięliśmy długą sesję miziania, która zajęła 50 minut. Potem zrobiliśmy przerwę na jakieś 15 minut i weszliśmy ponownie do jej kociego pokoju. Zaczęliśmy miziać od nowa - po 5 minutach włączył się koci traktorek na pełen regulator. Był poprzedzony próbami nieśmiałego mruczenia i gwałtownego lizania noska i przełykania ślinki.

Ważne zmiany - po nocy zabawki zmieniły swoje położenie - sugeruje to, że w nocy Fruzia zaczęła się bawić. Jedzenie coraz szybciej znika i w coraz większych ilościach - również w dzień. Kuwetkowanie w normie.

Podczas głaskania zauważyliśmy kilka istotnych zmian w zachowaniu kotki. Po pierwsze maleńka zaczęła się przemieszczać podczas głaskania wzdłuż legowiska wędrując w jedną stronę ku podusi elektrycznej a w drugą stronę ku miseczkom z jedzeniem. Robi to podczas głaskania, a to oznacza, że nie jest już tak przerażona samym dotykiem. Podczas głaskania zaczął się delikatnie poruszać jej ogonek. Podczas głaskania również Fruzia zaczęła się nam bacznie przyglądać, ale bez cienia strachu, czy niepewności - było to wpatrywanie się prosto w nas i rozglądanie się po ścianach i suficie. Podczas tego przyglądania się oddech był spokojny, a powieki opadały leniwie co chwila.

Podczas głaskania Fruzia zaczęła myć sobie łapki. Zarejestrowaliśmy też jednego strzelonego na legowisku baranka wykonanego jedną łapką ;)

I choć nasze pierwsze głaskanie zaczęliśmy tego dnia od kocia skulonego i przyklejonego do ściany - zostawiliśmy ją rozmruczaną - ułożoną jak długi śledź na kocyku.

Znaleźliśmy też drugi włącznik mruczenia. Okazuje się, że stosunkowo mocne naciskanie na jej wystające kosteczki (kręgosłup i żebra) i masowanie ich wzdłuż oraz ruchami kolistymi - przyśpiesza odprężenie i przyspiesza mruczenie na głos.

Podusia elektryczna bardzo przypadła jej do gustu - bardzo nam pomaga ten gadżet w rozluźnieniu się kici. Fruzia bardzo lubi ciepło - reaguje na nie uspokojeniem się.

Na kolanach udało nam się wymasować jej brzuszek.

Filmik nr 1 - Zaczynamy w zasadzie cały czas od tego samego miejsca. Kicia jest bardzo spięta - czuć to w jej mięśniach. Zaczyna się wszystko od klasycznego prychania. Ogonek zawsze jest podkulony. Staramy się powolutku odsuwać ogonek od ciałka i dawać sygnał do odczytania przez mózg - że ciało zaczyna się rozluźniać. Kicia leży na podusi elektrycznej. Jak widać na pozostałych filmikach - co chwila się w jej stronę przesuwa. Fruzia bardzo dobrze reaguje na ciepło - odpręża się wtedy, rozluźnia. Jak widać wciąż wychodzi z niej mnóstwo sierści, ma też spory łupież. Ale to powinno się z czasem unormować.

http://youtu.be/R4ilGTeEnjQ

Filmik nr 2 - co jakiś czas robimy kroczek w tył. Wynika to albo z naszego błędu, albo z potrzeby kota, by się na chwilę wycofać. To tak jak z człowiekiem - czasami potrzebuje chwili dla siebie, nie zawsze chce tego, co druga strona, czasami potrzebuje odsunięcia się i sprawdzenia, co się wtedy stanie. Staramy się w takich chwilach zwolnić tempo, głaskać delikatniej, nie naciskamy. Aż do chwili, gdy kocio daje sam sygnał, że jest znowu z nami gotowy do dalszej pracy i czochrania :)

http://youtu.be/sVdwp9ufimE

Filmik nr 3 - skupiliśmy się tutaj na jej wystających kościach - kręgosłupie i żebrach. Fruzia o dziwo bardzo lubi taki masaż. Jak widać - przemieszcza się w kierunku ciepłej podusi. Ten filmik nakręciliśmy po 15 minutowej przerwie po ciągu 50 minutowego głaskania. Być może sposobem na Fruzię jest zostawienie jej na chwilkę samą, by pozytywne bodźce dotarły do główki i by Fruzia przemyślała co takiego fajnego się właśnie stało. Ale wszystko zaczęło się od naprychania na nas. Jak jednak widać - nie zmieniło to faktu, że Fruzi głaskanie się podoba.

http://youtu.be/e8p0zl-3Oo4

Filmik nr 4 - Na tym filmiku Fruzia już głośno mruczała. To lizanie noska poprzedza głośniejsze mruknięcia. Myje łapkę, porusza delikatnie ogonkiem. Jest już całkiem odprężona. Jak widać - nie ucieka, nie panikuje - wręcz przysypia :)

http://youtu.be/Myk88WwmCPM

 

DZIEŃ SZÓSTY

Fruzia zwymiotowała chrupki i ma rozwolnienie. Prawdopodobnie zareagowała tak na zmianę karmy. Obserwujemy dalej i ustalamy jeden rodzaj karmy dla niej. Po nocy znowu zabawki poprzestawiane - tym razem piłeczka pingpongowa zmieniła swoje położenie z kącika na sam środek pokoju. Sierść stopniowo przestaje wychodzić z niej w ilościach hurtowych. Poza tym bez zmian. Każde spotkanie zaczyna się od prychania i kończy na zrelaksowanym kocie. Potrzeba dużo cierpliwości, by doprowadzić do stanu relaksu :) Minimum 40-50 minut.

poniedziałek, 16 lipca 2012
Dzień trzeci - przełom :)

Dla wszystkich, którzy śledzą losy Fruzi mamy garść dobrych wiadomości.

Po południu zabraliśmy Fruzię na badania kontrolne - niepokoiła nas jej obniżona waga i sierść wychodząca w ilościach hurtowych. Zrobiliśmy badania krwi - wyniki w normie (!) :) Odrobaczyliśmy profilaktycznie i zważyliśmy. Kicia musi przytyć minimum 0,5 kg by wrócić do wagi, jaką powinna mieć przy swojej wielkości. Pani doktor potwierdziła też nasze przypuszczenia, że Fruzia wygląda na kocia w stanie depresji. Stan ten może utrzymywać się kilka dni lub kilka tygodni. Ale nieustannie z nią pracujemy, by pomóc jej jak najszybciej ocknąć się z tego stanu.

Kicia w nocy zjadła kolejną porcję mokrego jedzonka z puszki. Ewidentnie jej nosek zwiedził też środek miseczki z chrupkami. Wciąż załatwia się jedynie do kuwetki. Planujemy pod koniec tygodnia rozpocząć sprzątanie pieluszek. I pozostawimy tylko kilka, żeby miała znajomy zapach. Dziś już jedna z pieluszek została zastąpiona kocykiem - Fruzi bardzo się ta zmiana spodobała.

Kicia miała dzisiaj kilka sesji mizianek podzielonych na kilka etapów. Kilka razy mizianki odbywały się na kolanach w takiej pozycji, że łapki i pyszczek leżały na jednej ręce, a druga ręka głaskała nie tylko grzbiecik, ale i odsłonięty w ten sposób brzuszek. Zawsze zaczynamy tak samo - od zbliżenia dłoni do noska i pozostawienia jej tak przez chwilę, żeby Fruzia mogła nas niuchnąć. Potem dłonią miziamy delikatnie boczek jej pysia i przechodzimy do głaskania całego ciałka.

Wyszliśmy z prostego założenia. Kot wystraszony czy zestresowany - zwija się w kłębuszek, podwija łapki i ogonek. Jeśli wyprostujemy ogonek, odsuniemy go od ciałka i będziemy prowokować wyprostowanie łapek i rozprostowanie brzuszka - do kociej główki dojdzie sygnał że skoro ciało nie jest skulone - nie boi się. Skoro ciało się nie boi - głowa też zaczyna się odprężać. I wiecie co? To działa! :) Ku naszemu ogromnemu zdumieniu, po kilku naszych próbach kocio samo zaczyna się rozprężać i rozciągać. Fruzia sama wywołuje u siebie stan rozluźnienia! :) Pokonujemy więc już tylko połowę drogi - drugą przemierza sama Fruzia.

I na koniec całej masy różnego rodzaju głaskania, czochrania - za firanką, bez firanki, na kolanach, na kocyku - znaleźliśmy włącznik mruczenia. Tak! Fruzia mruczy! I to jak! Tak głośno, że nie mieliśmy żadnych wątpliwości :) Fruzinek potrafi mruczeć na pełen regulator! :) Okazało się, że włącznik mruczenia u Fruzi znajduje się na wysokości nasady ogonka. Gdy wystarczająco długo czochramy koniec kręgosłupa - miejsce w którym przechodzi on w ogonek - Fruzia zaczyna odsuwać ogonek od ciałka - czyli wychodzi sama ze stanu skulenia - podnosi się na tylne łapki i zaczyna donośnie mruczeć! 

Kolejna zmiana jaką odnotowaliśmy - jedzenie znika już nie tylko w nocy ale i w dzień!

I jeszcze jedno. Kicia w pierwszej chwili reaguje skuleniem, stara się wtopić w ścianę i szybko oddycha. Jednak po chwili, gdy podsuwamy rękę, dajemy ją powąchać, zaczynamy od miziania pućków i głaszczemy grzbiecik - oddech się nagle uspakaja.

W ciągu dnia Fruzia za każdym razem, gdy leży w jakimś zaciemnionym kąciku i kuli się do ściany, jest brana na ręce i przekładana na kocyk na parapecie - tam, gdzie jest jasno, gdzie jest miękko, gdzie ma miseczki z jedzeniem i gdzie dzisiaj było słońce na którym Fruzia się dogrzewała (na noc ma już pożyczoną podusię elektryczną).

Mizianie odbywa się też w pobliżu miseczki z mokrym jedzeniem - nie wiemy czy słusznie, ale wydaje nam się, że jeśli skojarzymy jej intensywny zapach jedzenia, które powoduje u niej pobudzenie apetytu i pozytywne emocje - to może w końcu przełoży je też na uczucie jakie jej towarzyszy podczas głaskania.

I na koniec - Fruzia umyła sobie łapkę w czasie głaskania. To może być drobiazg, a może oznaczać bardzo wiele - kot w depresji, apatii - nie myje się. Mycie to pierwszy sygnał powrotu do normalności.

A futerko, które wychodzi teraz z niej strasznie to wynik stresu. Gdy stres już minie i gdy pomożemy jej się pozbyć tego nadmiaru sierści i pobudzimy jej skórę (obecnie ma straszliwy łupież) do normalnej pracy - wypadanie sierści powinno się zminimalizować.

Dzisiaj nastąpił przełom!

(To już nie są oczy przerażonego kota)

Dawnemu Opiekunowi Fruzi zdajemy relację co do postępów i wieści od kici. Wiemy też, że druga koteczka przez pierwszy dzień też była osowiała - tak jak Fruzia, ale następnego dnia zaczęła już szukać kontaktu z Opiekunami i domagała się głaskania.

Na koniec filmiki. Zwróćcie uwagę na jej spokojniejszy oddech i ułożenie ciała w porównaniu z pierwszym dniem. Dość znaczące jest też to, jak wyglądają jej oczy - są spokojne, powieki lekko się przymykają, uszka nie są położone do tyłu, pysio wydaje się być odprężony. Zauważcie jak leżą jej łapki - przestają być podwinięte. Pozwala na głaskanie brzuszka - najbardziej czułego kociego punktu. Widać też na filmikach, jak dużo wychodzi z niej sierści - i jak bardzo w pozbywaniu się tej sierści pomaga nasz koci masaż ciałka :)

http://youtu.be/SM7go8Q_V74

http://youtu.be/cLlJ3uO_XcY

Głaszczemy też zza firanki, by Fruzia miała wciąż poczucie, że jest bezpiecznie schowana i mogła się skupić na tym, co czuje.

http://youtu.be/pcqyhS_qtSA

niedziela, 15 lipca 2012
Tak wygląda pęknięte kocie serce...

Wczoraj po trzech latach od adopcji wróciła do nas Fruzia. Nie ważne, że pękło nam serce. Ważne, że serce pęknięte zobaczyłyśmy w kocich oczach. Oczach, które nam kiedyś zaufały. I które teraz straciły wszystko, co miały.

Czeka nas długa droga do zbudowania mostu między jej światem a nami.

Opiekunowie nie potrafili nawiązać z nią kontaktu. Przypuszczamy, że stan Fruzi gwałtownie się załamał, gdy do jej świata wkroczył duży pies, którego Fruzia bardzo się bała.

Postanowiliśmy dokumentować tutaj naszą pracę z Fruzią. Robimy to, by znaleźć dla niej pomoc. Jeśli przyjdzie Wam do głowy pomysł co zrobić, jak zrobić, by dotrzeć do Fruzi i jej pomóc - piszcie do nas: kocieadopcje@gazeta.pl

Z tego, co wiemy, dla Opiekuna Fruzi była to ciężka decyzja i wynikała z bezsilności. Jesteśmy wdzięczni, że nie ukrywał tego przed nami i że Fruzia nie została porzucona. Że wróciła do nas.

Będziemy regularnie opisywali nasze drobne sukcesy i porażki. Być może historia Fruzi pomoże innym Ogonkom, być może inne Ogonki podzielą się z Fruzią swoim doświadczeniem. Bądźcie z nami, bo bez Was serce nam pęknie.

A teraz zaczynamy.

DZIEŃ PIERWSZY (14.07.2012 - sobota 15.00).

Przygotowanie kociego pokoiku - będzie służył przez najbliższe dni/tygodnie jako azyl/kwarantanna dla Fruzi do czasu, gdy kicia będzie gotowa na dołączenie do stada. Z uwagi na informacje o tym, że Fruzia w ostatnim czasie zaczęła się załatwiać pod siebie - usunęliśmy wykładzinę, zbędne legowiska. Legowiska, które pozostały zostały obłożone pieluszkami. Zostawiliśmy w pokoiku otwartą kuwetkę (po pierwsze dlatego, by widzieć, czy brzuszek i nerki pracują, po drugie dlatego, by kotkę, jeśli zacznie się w kuwecie chować - łatwiej było wynieść z kuwetki i położyć na legowisku). Kuwetka została ustawiona w zacisznym kąciku tak, by dawała poczucie bezpiecznego miejsca. W pokoiku została miseczka z wodą i z chrupkami oraz kilka zabawek ułożonych blisko siebie - tak, byśmy mogli ocenić, czy podczas naszej nieobecności w pokoiku kotka zaczyna się nimi interesować.

Bardzo ważne - zasłoniliśmy wszystkie niedostępne dla nas kryjówki, które mogłyby uniemożliwić nam kontakt z kotką i które mogłyby wyrządzić kici krzywdę, gdyby próbowała się w nie wcisnąć.

Staraliśmy się, by każde legowisko było w oczach kota - kryjówką. Jednocześnie chcieliśmy, by w przypadku każdej kryjówki możliwy był nasz kontakt z kicią (głaskanie).

Pierwsze godziny od pozostawienia kici pod naszą opieką:

Fruzia ma bardzo przyspieszony oddech. Mocno zaróżowiony nosek. Naszą uwagę zwróciły dwie rzeczy - dość daleko wysunięte trzecie powieki i jest straszliwie wychudzona. Ma zapadnięte boczki i wystający kręgosłup. Bardzo intensywnie linieje. Sierść, która wychodzi jest matowa i szorstka. Kicia jest czyściutka, brak jakichkolwiek widocznych obrażeń. Przerażona. Co jakiś czas liże nosek (oznaka zdenerwowania / lęku?)

Kicia płacze pod drzwiami...

Tak reaguje na kocie jedzenie - bardzo intensywnie pachnące rybą. Nie liczymy na to, że zacznie jeść. Liczymy na to, że pobudzimy jej brzuszek, że bodźce zewnętrzne, które zazwyczaj dla kotów są pozytywne - zaczną przynosić uspokojenie i pobudzą apetyt.

Ostatnie stadium - rezygnacja. Fruzia stara się wtopić w ścianę. Ma obojętny wzrok. Oddech, który do tej pory był bardzo przyspieszony - uspakaja się. Kicia wpada w apatię. W pewnym momencie kładzie się pysiem na przyniesione jej jedzenie jakby to było po prostu legowisko.

Zdjęcia nie oddadzą tego, co widzieliśmy wczoraj. Dlatego mamy kilka filmików. Chcemy poprzez dokumentowanie kolejnych kroków wychwytywać to, co się sprawdza a co przeszkadza Fruzi w zrobieniu kroczka na przód. Chcemy Wam też pokazać, jak wygląda nasz "czas wolny", który codziennie poświęcamy Ogonkom. Tak wygląda praca Kotów i Spółki, gdy nie piszemy na blogu czy na FB.

Fruzia - Pierwsza godzina... Zwróćcie uwagę na jej przyspieszony oddech na każdym z tych filmików. Będziemy go później porównywać.

http://youtu.be/cKJQl0CkP-w

http://youtu.be/21-uV5DZqgY

Fruzia - czeka aż się okaże że to tylko zły sen... A my staramy się nawiązać pogawędkę z jej brzusiem.

http://youtu.be/MT6-MdHcDDQ

http://youtu.be/j7yI_x0ddjE

Fruzia - ostatni etap - poddaje się.

http://youtu.be/oq3ZGWtWVp0

Fruzia - leżymy pysiem na jedzonku...

http://youtu.be/887aPR4o2iU

Fruzia - zaczynamy reagować na mizianie.

http://youtu.be/Ng_MixOaqns

Kotka do końca dnia nic nie zjadła, nie piła, nie skorzystała z kuwetki. Jednak również nie załatwiła się ani razu pod siebie. Wyszliśmy też z założenia, że będziemy intensywnie działać pod względem jej kontaktu z nami. Dlatego od chwili pojawienia się u nas co jakiś czas ktoś wchodzi do jej pokoiku i albo siedzi na jej widoku tylko do niej mówiąc, albo intensywnie głaszcze ją. Podczas głaskania mamy nadzieję po pierwsze pomóc jej w zrzuceniu sierści, która najprawdopodobniej w wyniku stresu wychodzi w bardzo dużych ilościach, po drugie mamy nadzieję, że głaskanie pobudza jej układ nerwowy i krążenie. Mamy nadzieję, że taki masaż kociego ciałka zacznie po jakimś czasie ją relaksować. Tym bardziej, że jak na razie poddaje się temu zabiegowi bez walki i bez sprzeciwów. Ulega dotykowi. Pod koniec kicia w reakcji na głaskanie odwróciła pysia od ściany w naszą stronę i przysunęła się bliżej do nas.

A tak wyglądała (poniżej) rok po adopcji...

I razem ze swoją kocią przyjaciółką Moną (koteczka z tyłu), która została u Opiekuna.

Widząc zmiany jakie w niej zaszły, mamy jedynie nadzieję, że nie jest dla niej za późno. Że uda nam się dotrzeć do jej serduszka i je poskładać na nowo.

DZIEŃ DRUGI 15.07.2012

Od rana mamy dobre wieści. Dziś bez zdjęć, ale i tak będzie relacja :) Fruzia skorzystała z kuwetki. W nocy pojawiło się siuuuu... :) Pieluszki wszystkie suche, brak jakichkolwiek zabrudzeń. Po nocy zniknęła też cała miseczka z mokrym jedzonkiem. Odrobina jedzonka mokrego z drugiej miseczki i przypuszczalnie też kilka chrupków bo w miseczce z chrupkami był zrobiony dołek :)

Oddech spokojny. Źrenice nie są powiększone. Reagują na światło zwężeniem.

Po południu w kuwetce pojawił się kupalek oraz kolejne siuuuuu.

Fruzia regularnie jest brana na kolana i głaskana. Nie protestuje, nie wyrywa się. Pod koniec jednej z dłuższych sesji głaskania, czochrania i miziania (chodzi o różne rodzaje natężenia głaskania i głaskanie wszystkich partii ciałka od pysia po ogonek i po brzuszku i po grzbiecie) Fruzi zaczyna cichutko drgać gardziołko. Nasze przypuszczenie to że Fruzia cichutko zaczęła mruczeć, ale musimy to jeszcze za jakiś czas zweryfikować.

Nasze spostrzeżenie po nocy jest takie - że choć zakładaliśmy, że Fruzia jest w stanie skrajnego przerażenia (po relacjach od Opiekuna i po pierwszych chwilach u nas) - jej stan nie jest tak tragiczny jak nam się wydawało. Jeśli obudził się apetyt i brzuszek z nerkami działają, to nie może być tak źle z naszym Ogonkiem. Zauważyliśmy też, że reaguje zaciekawieniem a nie tylko lękiem na różne sytuacje. To zaciekawienie jest jak na razie naszym największym sprzymierzeńcem.

| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
1%
ALLEGRO
FACEBOOK
FILMY
GALERIA zdjęć
KOTY DO ADOPCJI - Koty szukają domu
NASZ NR KONTA: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva! KOTY I SPÓŁKA ul. Kawęczyńska 16 lok. 39, 03-772 Warszawa 76 2030 0045 1110 0000 0255 7500
PODSUMOWANIA MIESIĄCA
Rozliczenia BLOX - Bufor bezpieczeństwa
Rozliczenia dt delfin ZAMKNIĘTE
Rozliczenia DT joshua_ada - Kazio, Larry
Rozliczenia DT Poddasza&Mamuśki - Cykorka, Buranio, Maciuś, Pchełka, Mamunia, Krzysia, Fruzia
Rozliczenia funduszu kota Kubusia
Rozliczenia Karmelka i Cynamonka
Rozliczenia kotki Pusi - ZAMKNIĘTE
Rozliczenia kotów Lili, Mimi, Emi, Marcelinki, Maurycy
Rozliczenia kotów Mikusia
Rozliczenia projektu Bielan (m.in. Figa, Gabi, Chester, Kalinka)