poniedziałek, 20 lutego 2012
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.4

I jak? Żyjecie po całym dniu? Siedzicie wygodnie? No to zaczynamy... :)

Dziś opowiemy o losach kocich przyjaźni. O adopcjach "dwupaczków" oraz szczęśliwych dokoceniach naszych byłych podopiecznych naszymi byłymi podopiecznymi. Bo czasami, jak już dowiedzieliście się z poprzednich odsłon naszych kocich opowieści, kocim przeznaczeniem staje się podróż przez życie wraz z innym kotem. Będzie też o jednej z najdzielniejszych kotek i jednej z najdzielniejszych opiekunek.

BASIEŃKA I SUSEŁKA

Basia trafiła do nas 1.04.2008 roku i od razu udowodniła nam, że koty to istoty magiczne, które potrafią znikać. Basia od samego początku była bardzo delikatną, wrażliwą kotką. Obawiała się głośniejszych dźwięków oraz większej gromady kotów. Któregoś dnia postanowiła zniknąć.

Szukaliśmy jej ponad godzinę. Tylko po to, by znaleźć ją całkowicie zaspaną i zaskoczoną całym zamętem za zamkniętymi (nie były one przez nas otwierane ani zamykane!) drzwiczkami regału tuż pod sufitem (gdzie przerwa między sufitem a szczytem regału miała może 15 cm). Gdyby tego było mało - leżała na rzędzie książek wypełniając sobą niewielką szczelinę. Teleportacja to nie jedyne zjawisko, w jakie tego dnia zaczęłyśmy wierzyć.

Takie były nasze początki. Wkrótce jednak zjawił się dom, który stał się lekarstwem na kocie znikanie. Basia znalazła kogoś, kto podarował jej cały nowy świat, całą ogromną planetę tylko dla niej. I choć w pierwszych dniach po przeprowadzce Basia na moment zdematerializowała się w jednej z odnalezionych później kryjówek, o tyle z czasem kicia zrozumiała, że nie musi już nigdy i nigdzie znikać. Bo dostała Dom. Taki Dom z sercem zamiast drzwi i z ciepłym głosem zamiast okien.

Nowa Opiekunka Basi nie przypuszczała jednak wtedy, że jeszcze kiedyś się spotkamy i że uratuje jeszcze jednego kociego brzdąca.

Suzi zwana na początku Susełkiem podczas naszego pierwszego spotkania miała w planach wypróbowanie sztuczki ze znikaniem. Kiedy to się nie udało, próbowała wdrapać się pod sufit po pionowej ścianie. Tak... Wtedy uznała całą tą sytuację z ratowaniem za absolutnie zbędną. Miała w końcu 3 miesiące i dobrze wiedziała, że koty żyją na drzewie a nie w pokoju z gładkimi ścianami. Coś jej w tym wszystkim mocno nie pasowało. To był dla niej absurd w czystej postaci. Dni jednak mijały a Susełek zaczynała rozumieć, że zastąpienie drzewa drapaczkiem może zrekompensować jej wszystkie niedogodności.

Kiedy pojawiła się Opiekunka Basi wiedziałyśmy, że jedynym kotem, z którym znikająca Basia znajdzie wspólny język to kot, który w głębi duszy zawsze czuł się wiewiórką (fakt, że nazwano ją Susełkiem przypuszczlanie utwierdziło ją w przekonaniu, że ludzie to jednak dziwne istoty).

Przed adopcją: Basia

oraz Susełka

I po adopcji:

Niedawno pani Renata, która uratowała Basię i Suzi, pomogła nam ratować koty wolno żyjące z rejonu Bielan przekazując nam pełen wór karmy.

Dając schronienie Basi i Susełce pani Renata nie wiedziała pewnie jednak o tym, że podarowała szansę na ratunek Mizialskiemu, który wprowadził się do naszego domu tymczasowego dwa dni po wyprowadzce Susełki :) Przez cały czas pozostajemy też ogromnie wdzięczne za wspieranie Lilu, która z uwagi na pozostałości po przebytej chorobie nie znajdzie prawdopodobnie innego domu niż ten tymczasowy, w którym zdołała się w końcu zadomowić.

Mizialek, Lilu.

MONA I FRUZIA vel LISA

Kiedy trafiły do nas wraz z Lilu 3.03.2008 roku bałyśmy się, że nie znajdziemy dla nich domu. Były piękne, ale nie pozwalały do siebie podejść. Mona ostatecznie jako pierwsza poddała się i uznała, że człowiek jest jednak dobrym materiałem na przyjaciela. Fruzia do końca pozostała nieufna. Tym większe było nasze zdumienie, gdy odwiedził nas pan Jarek i wziął Fruzię na kolana, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Tego dnia obie kotki znalazły wspólny Dom, własne miejsce na świecie. Jakieś pół roku później dołączyła do nich fantastyczna kotka o imieniu Carmen. A w ostatnim czasie wszystkie te kocie piękności zaprzyjaźniają się z piesiem. Panu Jarkowi zawdzięczamy bardzo wiele - dał nam bowiem nadzieję, że takie kotki jak Fruzia też mają szansę na bezpieczny, kochajacy dom. Że nigdy nie powinnyśmy się poddawać i szukać... szukać do skutku :)

Przed adopcją:

I po adopcji:

Pan Jarek pewnie nie wie, że przygarniając obie te kicie, pozwolił naszemu tymczasowemu schronieniu dla kotów stanąć ponownie na nogi po chwilowym przepełnieniu. Dzięki tej adopcji pozostające pod naszą opieką koty mogły mieć w końcu tyle miziania, ile potrzebowały. Dzięki temu mogliśmy też stanąć na nogi finansowo, bo tak na prawdę utrzymujemy się dzięki darowiznom wpłacanym dla nas - z hasłem BLOX - oraz dzięki sprzedaży fantów na bazarkach i Allegro. Każda z tych czynności wymaga mnóstwa czasu i energii którą wydzieramy po kawałeczku. Ta adopcja była naszym głębszym oddechem po pierwszych dwóch latach ciężkiej pracy. Dziękujemy za to! :)

 

PYZA I KAJTUSIA

2.07.2010 roku trafiła do nas kocia rodzinka - Mamunia i jej trójka jednodniowych osesków: Krzysia, Pyza i Kajtusia. Pyza z Kajtusią od początku trzymały się razem. Pewnie dlatego, że Pyza była największa a Kajtusia najmniejsza i obie przegrywały w wyścigu do kociego mleczka z przebojową Krzysią.

Kiedy pojawiła się u nas pani Dorota pytając o Kajtusię miałyśmy cichą nadzieję, że zdecyduje się podczas spotkania na przygarnięcie dwóch kocich siostrzyczek. Wiemy bowiem, jak bardzo absorbujący jest jeden kociak i jak szybko nudzi mu się, jeśli nie ma kociego kumpla do tarmoszenia i zabawy. I kolejny raz nasze marzenie się spełniło. Do nowego domku wraz z Kajtusią przeprowadziła się Pyza, która aktywnie uczestniczyła w całym przedadopcyjnym spotkaniu :) Po adopcji obie koteczki dzielnie zniosły pierwszą rujkę i zabiegi sterylizacji. Razem było im na pewno łatwiej przetrwać najbardziej stresujące chwile. Razem też obecnie prześcigają się w łobuzowaniu.

Przed adopcją:

I po adopcji:

Pani Dorota nie wie jednak pewnie o tym, że przygarniając obie te kotki dała szansę na ratunek kolejnemu kotu. Następnego dnia, gdy Opiekunka domu tymczasowego znalazła na ulicy brnącego przez śnieg i błoto Mikusia (zwanego obecnie Szigidigi), mogła przyjąć go do siebie i rozpocząć tym samym kolejną Kocią Opowieść :) Dziękujemy więc pani Dorocie za bycie częścią kolejnego kociego szczęścia.

SIWA

To jedna z pierwszych kotek, która trafiła do domu Poddasza&Mamuśki. To była też moja pierwsza adopcja. Pierwsze spotkanie z przyszłą Opiekunką, pierwsze emocje i stres związany z oddaniem podopiecznego w obce ręce. Tak się jednak złożyło, że Siwa była i jest jedną z najdzielniejszych kotek. Zupełnie jak Opiekunka Siwej jest jedną z najdzielniejszych osób, jakie znam.

Siwa wymruczała sobie swój nowy Dom. Wszystko inne było tylko tłem do tego momentu. Monika, która adoptowała Siwą, podarowała kotce nowe życie, pomogła też w ratowaniu kilku niezwykłych kotów na przestrzeni ostatnich 4 lat. Była bowiem zarówno domem tymczasowym, jak i wspierała nas fantami z przeznaczeniem na nasze aukcje Allegro.

U Siwej jakiś czas temu zdiagnozowano raka. Niestety jest to rak złośliwy z przerzutami do węzłów chłonnych. Kicia jest już po kilku operacjach. I niezwykle dzielnie walczy.

Kiedy odwiedziłam ją w zeszłym miesiącu, miałam wrażenie, jakby czas się dla Siwej zatrzymał w miejscu, dzięki czemu udało się tej kotce oszukiwać chorobę od dłuższego już czasu. Podczas spotkania koteczka wykradała łapką ciasto z talerzyka, mruczała jak traktorek i z zaciekawieniem przyglądała mi się jakby chciała odszukać w pamięci dzień, w którym już mnie raz widziała...

Po adopcji:

Adoptując Siwą, Monika pewnie nie wiedziała, że jedna kotka może tak odmienić czyjeś życie. I nie wiedziała, że dzięki niej, nasz dom tymczasowy zaczął tak naprawdę istnieć. Bez niej nie byłoby dziś tych prawie 30 uratowanych kotów w nowych domach, nie byłoby dużego fragmentu serca Kotów i Spółki, nie byłoby kolejnych 9 podopiecznych w domu tymczasowym Poddasza&Mamuśki. Nie byłoby też Kocich Opowieści, które dedykuję przede wszystkim Monice i naszej pierwszej wspólnie zapisanej karcie imieniem Siwa.

Dziękuję Tobie i wszystkim Domkom, które dają nam nadzieję, że to wszystko, co robimy, ma sens.

Jeśli znajdziecie chwilkę czasu, zerknijcie do nas jutro. Zapraszamy już teraz na ciąg dalszy historii adopcyjnych.

piątek, 17 lutego 2012
CO PISZĄ NASZE OGONKI, CZ. 3

Dzisiaj po południu przybiegła do nas Lilunia taszcząc w pyszczku swój własny list do jej wirtualnej opiekunki, Pani Renaty. Lilunia była bardzo przejęta i chciała, żeby list trafił do adresata koniecznie w Dniu Kota. W dniu, który Lilu uważa za dzień swoich urodzin :]

"Kochana Pani Renato,

Pamiętam bardzo dokładnie, kiedy pierwszy raz o Pani usłyszałam. To było wtedy, kiedy zaopiekowała się Pani wirtualnie Whiskasem. Pamiętam, że Whiskas chodził dumny jak paw. A ja wtedy dopiero zaczęłam chodzić o własnych siłach. Parę tygodni wcześniej Pani by mnie nie poznała. Kiwała mi się główka, byłam połową siebie, nie mogłam chodzić, nie mogłam jeść. Wszyscy się bardzo o mnie martwili. Dostawałam wtedy specjalne jedzonko i miałam osobny pokoik, ale słyszałam jak za drzwiami przepychają się Ogonki, żeby mnie poznać.

Pamiętam, że potem przyszła Pani do nas, do Whiskasa, w odwiedziny. I to był najszczęśliwszy dzień w życiu Basieńki. Bardzo ją lubiłam i bardzo się ucieszyłam, kiedy przeprowadziła się do Pani. Potem czytałam każdy list od niej wpatrując się w każdą literkę. Bardzo mi się podobały zdjęcia, bo przypominały mi, jak Basia się do mnie przytulała, żeby było nam raźniej. Proszę ją ode mnie pozdrowić. Może mnie jeszcze pamięta.

Potem do swojego domku przeprowadził się Whiskas. Ja się wtedy wepchałam za kanapę, bo wcale mi się nie chciało nigdzie iść. Tamtego dnia coś się zmieniło. Dostałam ulubioną puszeczkę tylko dla siebie. Potem się dowiedziałam, że to dlatego, że mnie Pani wybrała. Co prawda wirtualnie, ale dla mnie to tak, jakby to było na wyciągnięcie łapki. I dostałam wtedy pierwsze puszeczki tylko dla siebie i pierwszą miseczkę chrupeczków od Pani i potem się dowiedziałam, że kolejne badania krwi to też były od Pani. Bardzo dziękuję. Ja bardzo lubię chrupeczki. A jeszcze bardziej miękkie jedzonko. Na początku jak dostawałam coś dobrego to nie mogłam się powstrzymać i miaukoliłam pod noskiem. Ale teraz nie jestem już gapa. Bo jak miaukolę to przychodzą wszystkie Ogonki, bo wiedzą, że jak ja miauam to dlatego, że będą pyszności do jedzenia. No więc teraz ja nie miauam tylko cichutko czekam aż dostanę swoją porcyjkę i ją w spokoju zjem zanim inne Ogonki przybiegną.

Chciałam się Pani pochwalić, że ja ostatnio jestem coraz odważniejsza. Już nie uciekam na widok ręki. I uwielbiam mizianki. Ogonki mówią, że ja potrafię robić Jogę. Nie wiem co to jest Joga, ale mówią tak, kiedy staję na główce podczas miziania.

A... i jeszcze chciałam powiedzieć, że czasami przytrafia mi się zasnąć na siedząco. Bo czasami strasznie tu nudno, a mnie chyba ta Joga bardzo wyczerpuje. To ja wtedy albo zasypiam albo idę mordować papierek. Ale najbardziej lubię ganiać światełko laserowe. Nikt mnie wtedy nie prześcignie.

Chciałam Pani bardzo podziękować, że Pani o mnie myśli i że Pani o mnie nie zapomina. Ja myślę o Pani za każdym razem jak rano otworzę oczka i idę coś zjeść, bo wiem, że to od Pani. Czasami też myślę o żwirku pod łapkami i że nie ma kolejek przed kuwetką, bo wiem, że Pani też w tym ma swoją zasługę. No i przede wszystkim myślę o Pani po każdych badaniach krwi, kiedy się okazuje, że nadal nic mi nie dolega i że nie muszę brać żadnych paskudnych leków ani zastrzyków jak na samym początku. Wiem też, że to od Pani kotki na Bielanach dostały cały wór chrupczaków tuż przed mrozami. Ja wiem jak to jest, jak się mieszka na śmietniku, bo stamtąd się wzięłam. I wiem, jak taki wór może zmienić koci dzień w odrobinę szczęścia. To ja za ten wór też bardzo dziękuję w imieniu kotków z Bielan. I proszę pozdrowić Susełkę. Wiem, że ona się teraz nazywa Mała, ale na zdjęciach to ona już bardzo wyrosła. Bo ja ją też pamiętam. Tylko ona była wtedy tyci tycia.

W przeciwieństwie do Pysia, który pisał list przede mną, ja najpierw poszłam do kuwetki, żeby się nigdzie nie spieszyć. Ale teraz to ja pójdę zjeść kolacyjkę. A potem spać. A rano znowu sobie o Pani pomyślę.

Pozdrawiam i mruniam, Lilu."

pierwsze chwile Lilu w naszym domu tymczasowym

Lilu szkielecik - objawy neurologiczne nasiliły się. Lilu ma oczopląs i przestała chodzić.

Pierwsze samodzielne kroczki. Nabieramy ciałka.

Lilu czuje się coraz lepiej i zaczyna się bawić myszkami.

Lilu po zakończonym leczeniu.

Wakacje na balkonie.

Pozdrawiamy :)

 

 

czwartek, 16 lutego 2012
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.3

Dzień bez Kocich Opowieści - dniem straconym. Wczoraj jednak zasypało nas po dach. Dziś już jesteśmy gotowi, mamy soczek malinowy, ciepły koc, masę pączków i bambosze. Możemy zaczynać :]

FAREL.

Nasz dzisiejszy odcinek rozpocznie dawny podopieczny z Domu Tymczasowego u delfin. Farel. Wyobraźcie sobie młodego kocurka biegającego po jednej z ulic warszawskiego Służewca pomiędzy samochodami. Kocurek próbował zwrócić na siebie uwagę przechodniów cichutkim płaczem. W końcu udało mu się. Nie wiemy, jak długo prosił o pomoc, jednak podejrzewamy, że musiało minąć kilka tygodni.

Był początek marca 2009, zima jeszcze nie ustępowała.

Kocurek był przemarznięty, przeziębiony, miał zapalenie oskrzeli, kaszel, katar. Łapka skaleczona. Futerko w opłakanym stanie, brudne, nie pachnące, zamieszkałe przez wszelkiej maści insekty. Oczko niewidzące, ale to stare schorzenie. Jednym słowem koci dramat.

Nazwaliśmy go Farel, ponieważ od pierwszego dnia próbował dogrzewać się na wysoko umieszczonym kaloryferze (do tej pory nie wiemy, jak on się tam dostawał) i na ciepłym parapecie. Dzięki temu oraz odpowiedniemu leczeniu i dobrej karmie - szybko wyzdrowiał.

W czerwcu 2009 został adoptowany przez młodą rodzinę i natychmiast przez wszystkich pokochany. Już przed wyjazdem z domu tymczasowego rodzinę zaakceptował, bardzo się cieszył wyjazdem (skąd on to wiedział???), sam zapakował się do postawionego transporterka i najwyraźniej nie mógł się doczekać. Mieszka w domku z ogródkiem, do którego niechętnie wychodzi, ponieważ uraz do otwartej przestrzeni pozostanie w nim chyba na zawsze.

Przed adopcją:

Farelek szykuje się do przeprowadzki:

I po adopcji:

Gdyby nie domek stały - Farelek nie miałby szansy poczuć się dla kogoś tym najważniejszym, najukochańszym... To największy dar, jaki można podarować kotu - troskliwą, odpowiedzialną opiekę oraz ciepło, takie Farelkowe ciepło, prosto z serducha :] Za to dziękujemy jego opiekunom. Ta adopcja pokazuje jak czasami warto patrzeć na kota sercem. Wtedy to, czy kiciuś widzi, staje się najmniej ważne. Ważne staje się to, że to my go widzimy.

Opiekunowie Farelka nie wiedzą pewnie o tym, że... przygarniając kiciusia stworzyli miejsce  w domu tymczasowym dla bardzo chorych kociąt, m. in. Cino i Kacperka. :]



PUSIA I MITKA

W kwietniu 2011 do domu tymczasowego przyjęte zostały dwie piękne, zabiedzone kocie siostry: Pusia i Mitka razem z trójką malutkich kociąt. Zaraz potem obie kotki przyjęły na wykarmienie trójkę innych osesków ze schroniska. Zrobiło się bardzo ciasno i ciężko.

Po wielu smutnych wydarzeniach, po walce o przeżycie, nadeszły spokojniejsze chwile. Z każdym dniem koteczki piękniały, przybierały na wadze. Futerka zrobiły się błyszczące i zdrowe. Długo czekały na swój domek, ale w końcu cierpliwość się opłaciła.

W styczniu 2012 pojawił się ten jeden na milion - szyty na miarę - domek i pokochał kotki. Mieszkają teraz razem w okazałym domu razem z dwoma niedużymi pieskami i próbują rządzić. Pusia, która jest kotką długowłosą, stanowi dla nowej Opiekunki prawdziwe wyzwanie. Nie lubi, gdy się ją dotyka i oskarża wzrokiem o potarganie. Nie lubi czesania ani szczotkowania. Dom tymczasowy nie radził sobie z tym futerkiem, ale nowa Opiekunka zapowiedziała, że zabiera się do roboty, strzyże dredy, bo kotka MUSI wyglądać, jak prawdziwa dama. Na pewno sobie poradzi :]

To, co daje nam zawsze powód do ogromnej radości, to gdy do nowego domku może się przeprowadzić dwójka kocich przyjaciół. Takie sytuacje nie są zbyt częste i dlatego przechowujemy takie historie jak diamenciki. Dodają blasku w oczach, gdy wracamy następnego dnia do walki o kolejne kocie istnienie.

Przed adopcją:  

I po adopcji:

Opiekunka Pusi i Mitki pewnie o tym nie wie, ale przygarnięcie do siebie tych dwóch koteczek stworzyło wolne miejsca i dom tymczasowy przyjął trzy nowe koty ratując im życie. Mieszkały na dworze podczas ostatnich siarczystych mrozów z temperaturą sięgającą minus 20st. Nowe koty to: Blusia i Martysia z dzieckiem Maćkiem. Zostały przyjęte pod koniec stycznia 2012.



MILA zwana MENAŻKĄ

Ostatnio pisaliśmy o trójce kocich szkrabów - trzech kocich muszkieterach przechwyconych w drodze do innego domku tymczasowego w lipcu 2008 roku... Dzisiaj wracamy do tej historii przy okazji Mili, która tuż po adopcji zmieniła imię na Malażkę tudzież Menażkę :] Mila była największa z rodzeństwa i jako taka stanowiła kocią podporę dla pozostałej dwójki. Od samego początku zdawała się być najbardziej zamyśloną, refleksyjną kotką. Przyglądała się światu w bardzo filozoficzny sposób.Często zastanawiamy się, czy powodem tego filozoficznego zacięcia nie było spotkanie z różowym hipopotamem na samym początku pobytu w naszym domu tymczasowym... :]

Któregoś dnia Mila stwierdziła, że wyczekała się wystarczająco dużo na domek, że obgadała, co było do obgadania z hipopotamem i że pora spakować manatki i pójść w świat. Tak się złożyło, że bardzo fajni ludzie szukali w tym samym czasie kociej bratniej duszyczki. I tak się zaczęło... Nasza wspólna przygoda.

Bo nie wiem, czy wiecie, ale Opiekunowie Malażki przygarnęli do siebie również Laosia. A także dali tymczasowe schronienie i wyadoptowali już jako samodzielny domek tymczasowy 11 kotów (o ile mnie pamięć nie myli :)

I to jest dla mnie osobiście prawdziwa magia. Spotkanie Człowieka z Kotem, jeśli jest przemyślane i mądre wywołuję falę dobrych uczynków. Bo Koty tak właśnie wpływają na ludzi. Uwrażliwiają nas, jeśli tylko nauczymy się obserwować sercem nie tracąc przy tym głosu zdrowego rozsądku. Bo można pomagać. I można Pomagać. Opiekunowie Malażki Pomagają kociemu światu przez duże P.

A w najbliższą sobotę oddają do adopcji kolejnego kociego szczęściarza. I to jest to - "podaj dalej dobro". I to właśnie zrobili otwierając swoje serducho dla Menażki :]

Przed adopcją:

I po adopcji:

I jej obecny przyjaciel: 

MAJA.

I skoro już o trzech muszkieterach mowa - brakuje nam tu jeszcze historii Majeczki. Początek tej historii już znacie. A jak potoczyły się jej dalsze losy? Kiedy była już kocim podrostkiem zjawił się na "białym koniu" jej wymarzony domek. Domek, za którym wyglądała przez okno przez całe święta. W nowym domku czekał już na nią koci kolega - Pumba. Majeczka, zanim się przyzwyczaiła przez długi okres czasu dawała wycisk swoim Opiekunom ;) Miała problem z siusianiem, który pojawił się tuż przed pierwszą rujką i nie minął po sterylizacji. Opiekunowie walczyli bardzo dzielnie. I nigdy się nie poddali. Bo Maja była członkiem ich "stada". Bo kot to przede wszystkim członek rodziny, a dopiero potem zwierze. Pomogli więc kotce przejść obronną łapką przez kryzys. I dostali od Majeczki w prezencie "koniec sikania na łóżko" :) Potem pojawiło się na świecie dziecko i wraz z nim obawa o alergię. Takie wydarzenia dla większości kotów oznaczają wygnanie. Jednak na przykładzie Mai można opowiadać o szczęśliwych zakończeniach. Gdy z ust lekarza padło słynne już w Polsce "proszę się pozbyć kota" rodzina stanowczo powiedziała "nie". Jeśli ktoś z czytających nas teraz znajdzie w sieci mądre informacje o tym, jak sobie radzić z alergią - podsyłajcie je proszę do nas. Problem ten pojawia się bowiem tak często, że chcielibyśmy stworzyć dla przyszłych domków bazę informacji o tym, jak to jest z tą alergią i jak sobie z nią radzić.

Przed adopcją:

I po adopcji:

na zdjęciu z przytulonym do niej Pumbą

Tak więc Opiekunowie Mai zasługują na medal za cierpliwość dla majeczkowego sikania na łóżko, za spokój i opanowanie, dzięki któremu problem z czasem ustąpił oraz za genialne podejście do tematu alergii - na spokojnie, rzeczowo i bez wyrzucania z domu kota.

Pewnie Duzi Majeczki nie wiedzą o tym, że w dniu, w którym podjęli decyzję o adopcji i wybrali właśnie Maję, dali szansę na ratunek Melci.

WHISKAS vel MAŁY.

Wspomnieliśmy już raz o Whiskasie, kiedy Andzia zwolniła dla niego miejscówkę w naszym domu tymczasowym. Kiciuś w zasadzie od razu poczuł się jak u siebie na włościach. I choć nasza znajomość zaczęła się od oznakowania nam całej izolatki to udało nam się znaleźć kompromis pt. "znakowanie kuwetki cacy - znakowanie reszty pokoju fuj". Feliway, odrobina czasu oraz maaaaasa wietrzenia i prania kocyków pomogły nam ten kompromis utrzymać w mocy :) Jak się wkrótce okazało - Whiskas miał nam pokazać, że jak kot zaklepie sobie jakiś domek, gdzieś tam w kociej główce - to choćby się waliło i paliło - do innego domu nie pójdzie. Bo Whiskas przyciągał domki jak magnesik. Był jeden domek, niestety palący, Whiskas z kota, którego trzeba na siłę odklejać od człowieka, stał się w ułamku sekundy niechętny i bardzo czujny. Domek mu "nie pachniał" dobrze. Potem pojawił się domek, który na wejściu wziął go na ręce. Whiskasik był tak zdumiony, że przez resztę spotkania przesiedział zamknięty w sobie. Gdy już wstępnie był zaklepany termin przeprowadzki, Whiskas nabrał wody w... płucach. Byliśmy przerażeni tym, jak nagle to nastąpiło i że nie wiedzieliśmy co się dzieje. Gdy leki zaczęły działać, my zaczęliśmy dogłębną diagnozę. Wtedy pierwszy raz mieliśmy kontakt z kocim kardiologiem. Pani doktor miała duży problem żeby zbadać kocurka bo ten mruczał przy niej jak najęty. Ale watka z nieprzyjemnym preparatem podetknięta pod nosek wyłączyła mruczenie i włączyła diagnozę. I w zasadzie Whiskas mógłby być patronem tego tygodnia prawie tak samo dobrze jak Pysio. Bo wszystko sprowadzało się do serca. Choć pani kardiolog nie znalazła u Whiskasa żadnych serduszkowych anomialii, o tyle my poczuliśmy sercowy zawód wybranym domkiem, który coraz dogłębniej milczał... Zaczęliśmy więc poszukiwania domku od nowa. I wtedy wszystko nagle wskoczyło we właściwe miejsca. Trafił do nas dom. Szyty na miarę dla kocurka. I choć po przeprowadzce waćpan zrobił to, co zazwyczaj robi się do kuwetki na środku łóżka młodej opiekunki, którą wybrał sobie później za swojego przywódcę stada, to po reakcji Opiekunów wiedzieliśmy, że wszystko się dobrze ułoży.

Kiciuś dostał w prezencie od losu nie tylko cudowny dom, ale i kociego przyjaciela. Dwa razy większego od niego samego :) Dostał też na własność serca Opiekunów. To coś, bez czego żadne łakocie, żadne podusie, żadne zabawki nie dałyby poczucia, że jest się u siebie w domu.

Przed adopcją: 

I po adopcji z kocim kumplem Carlem:

Jednak Opiekunowie Whiskasa pewnie nie wiedzą, że dając mu dom, uratowali też innego kota. Białaczkowego Marcysia. Marcyś trafił do nas bardzo chory, jednak udało nam się stworzyć mu najlepszy dom, jaki potrafiliśmy. Marcyś odszedł wśród bliskich mu ludzi, wtulony w tymczasową opiekunkę rok później. Whiskas podarował temu kiciusiowi rok cudownego życia, w którym udało się odsunąć chorobę w cień na 12 miesięcy. I zastąpić ją ciepłem i mruczeniem. Do samego końca.

środa, 15 lutego 2012
CO PISZĄ NASZE OGONKI, CZ. 2

Pysio, ponieważ jest symbolem naszego walentynkowego tygodnia, poczuł się wywołany do tablicy. I chociaż nigdy nie był najpilniejszym uczniem, to bardzo chciałby też przekazać coś swojemu dobremu duszkowi, Pani Grażynie, która czuwa nad nim wirtualnie od 2008 roku.

"To teraz ja. Tak? Mogę? Już? No to zaczynam...

Wczoraj minęły 4 latka jak czekam na domek. Minęły tak szybko, że nawet Zuzia tak szybko nie dobiegnie do piłeczki. Przez ten czas miałem wielu przyjaciół i znajomych. Pojawiali się i znikali. A ja nie. Ja się pojawiłem i nie zniknąłem. Najbardziej to lubiłem Hopcię, ale to Pani wie, bo pisałem o niej do Pani... znaczy nie ja, bo ja pisać to tak raczej nie za bardzo, ale dyktowałem, tak jak teraz, żeby każde słowo było na papierku. Jak Hopcia poszła do swojego domku, to mi się zrobiło pierwszy raz bardzo smutno. Bo nie miał mnie kto ścigać po pokojach no i nie miał mi kto umyć pysia. Ale wtedy pomyślałem sobie, że nie ma się co martwić, bo mam Panią. Pani była ze mną od samego początku. Przez te wszystkie latka była Pani moim domem. Takim wirtualnym. Po którym sobie biegałem z piłeczką i tarmosiłem sznurówki. Dzięki temu, że wybrała Pani mnie, a nie kogoś innego, to ja zawsze miałem czystą kuwetkę i smaczności w miseczce. To bardzo dużo dla kotka, który nie miał niczego. Dzięki Pani mogłem mieć badania i dostawałem lekarstwa (niektóre były fuj, ale ta ostatnia pasta na pęcherz była pycha). Mogłem zawsze zapytać o wszystko panią doktor i jak potrzebowałem badania krwi, to pani doktor zawsze mogła mi je zrobić. Nigdy, przenigdy nie oddam Pani żadnemu innemu kotu wirtualnie. Strasznie Panią lubię, bo Pani lubi mnie i o mnie pamięta. Jeśli znajdę domek, to ja nadal będę do Pani pisać co jakiś czas i poproszę Opiekunów, żeby zrobili mi jakąś wypasioną fotkę, żeby się pochwalić jaki to ja mam fajny domek teraz. Bo ja wierzę, że jest gdzieś taki domek, który wybierze właśnie mnie i że mnie przygarnie. I mnie pokocha. I jak już się przeprowadzę, to się pochwalę.

I tylko jedno jeszcze napiszę, bo się śpieszę do kuwetki... Dziękuję za żwirek i chrupki, bo dostałem i mi powiedzieli, że ten żwirek i chrupki to co miesiąc są od Pani. To ja dziękuję bardzo za nie, bo żwirek jest fajowski a chrupczaki bardzo smaczne. Do napisania na mailu. Pani wirtualny kumpel Pysio."

Pysio 14.02.2008 roku

Pysio z Hopcią (obecnie Mimolką)

Pysio z Whiskasem (obecnie Małym)

Pysio z Moną

Pysio z Fruzią (obecnie Lisą)

Pysio z Buraniem

Pysio na ulubionym legowisku

Pysio przesyłający Wszystkim wirtualnego buziaka.

CO PISZĄ NASZE OGONKI, CZ. 1

Płyniemy na fali miłości. Będziemy publikować listy, które w otoczce walentynkowej atmosfery postanowiły napisać Nasze Ogonki. Niektóre listy są jeszcze w trakcie przepisywania na czysto, gdyż wszystkie zostały napisane kocim pazurem. Jako pierwszy list Lulka Barona Mizialskiego do Opiekunki Wirtualnej.

"To ja, Lulek! Dziękuję Pani Moniko za to, że Pani jest. Czy figluję, czy drzemię, czy marzę, czy drapię się za uchem, jestem za to wdzięczny. No chyba, że akurat coś jem, trochę wtedy mi się zapomina... Jestem tak skupiony na pysznościach, że o niczym innym już myśleć nie mogę. Kiedy jednak najem się do syta, obliżę, wyliżę sos z wąsów, sprawdzę czy się nie pochlapałem to tu to tam – wtedy zdaję sobie sprawę, że te pyszności mam dzięki Pani. Wybrała Pani mnie. Czy to już miłość? Nie wiem. Ale coś na pewno zaiskrzyło. A dzięki temu uczuciu jestem. Dzięki temu uczuciu mam co jeść, mam żwirek, mam możliwość badań lekarskich i kontrolowania stanu zdrowia. Mam możliwość bezpiecznego oczekiwania na Dom. Ten Dom. Bez tego i bez możliwości tymczasowania nie byłoby mnie. Przez chorobę - gdybym był bezdomny - nie byłoby mnie...

Pierwszy raz dano mi osobiście okazję napisania tego, jak bardzo dla mnie ważna jest Pani pomoc. Dziękuję!

Załączam zdjęcie specjalnie dla Pani. Z wyrazami miłości. Pani Lulek :) "

 

Więcej zdjęć Lulka w galerii: https://picasaweb.google.com/117642383108477131191/LulekBaronMizialskiJoshua_adaOpZosia#



wtorek, 14 lutego 2012
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.2

Kuwetki ogarnięte, miseczki napełnione, Ogonki wymruczane. Możemy zasiadać do kolejnej porcji Kocich Opowieści :)

Zamiast pokazywania kolejnych zdjęć z kotami ułożonymi w serduszka i zamiast serwowania Wam szoku insulinowego w odcieniach różu, opowiemy Wam, jak na co dzień wygląda wielkie serce. I tym razem nie nasze ;) Ino fantastycznych ludzi, którzy postanowili zaryzykować podrapanie mebli a nieraz i własnych rąk, dewastację roślinek w doniczkach i nieprzespane noce przez turlające się po mieszkaniu kasztanki i myszki grzechotki :]

Kolejna odsłona opowieści o Kotach i ich Opiekunach. Zapraszamy :]

ANDZIA.

Andżelika, zwana Aniołeczkiem, trafiła do nas 24.01.2008 roku. I choć minęło tyle lat, mamy wrażenie, jakby to było wczoraj. Nasza wspólna przygoda zaczęła się dość przerażająco - od zapaści. Andzia napędziła nam takiego stracha, że do dziś pamiętamy uczucie uginających się pod nami kolan. Ten początek rodem z kryminałów Hitchcocka bardzo szybko odmienił się w komedię, której głównym bohaterem stał się Buranio. Buranio bowiem zwabił swoimi cudnymi oczami przyszłą opiekunkę Andzi do nas na spotkanie przedadopcyjne. Spędził je jednak za kaloryferem i pod kocim domkiem. Moment ten wykorzystał Aniołeczek i zakręcił się w okół przyszłego domku. Andzia przyjęła audiencję z najwyższym skupieniem i aprobatą. W ciągu miesiąca z kota porzuconego, jadającego na śmietnikach i pozostawionego na pastwę losu w lecznicy, Andzia przemieniła się w czyjegoś ukochanego mruczusia. I tak... pasuje nam do jej opowieści ścieżka dźwiękowa z filmu Pretty Woman :]

Przed adopcją:

I po adopcji... z jej obecnym kumplem Tongim. 

 

 

To, co niezwykłe w tej adopcji, to że poznaliśmy człowieka o wielkim serduchu, który później przyczynił się na kocim forum miau do uratowania sporej grupki maluszków szukając dla nich domów i tymczasując je. Z jednego z takich "tymczasików" wyrósł prawdziwy kumpel dla Andzi i zadomowił się przy jej boku na stałe :] Bo dobro lubi chodzić parami :]

Domek Andzi pewnie jednak nie wie, że dając dom tej uroczej kici, podarowali też szansę na nowe życie Whiskasowi ze Skierniewic, który wykorzystał wyprowadzkę Andzi, żeby się samemu wprowadzić do naszego domu tymczasowego.

MIZIALSKI

A teraz przewijamy naszą historię do przodu, do 5.09.2010 roku, w którym to poznaliśmy Mizialskiego. Kocurek pojawił się pewnego dnia w piwnicy i robił wszystko, co potrafił, żeby się stamtąd wydostać. A potrafił przepięknie mruczeć i miziać się na całego. Karmicielka zadzwoniła do nas z hasłem, które wywołuje że sierść jeży nam się na karku: "Ktoś znowu wyrzucił kota". Ponieważ mieliśmy wolną izolatkę Mizialski został w trybie pilnym zapakowany do kontenerka i dostarczony do lecznicy na oględziny, odrobaczanie i odpchlenie. A potem poszło z górki :] Mizialski nie był młodziakiem, co powodowało, że ludzie omijali jego ogłoszenia adopcyjne szerokim łukiem. Aż tu nagle, gdy się tego najmniej spodziewaliśmy, pojawił się Domek. TEN domek. Dopasowany jak ulał do tego, czego było potrzeba Mizialskiemu.

Przed adopcją:

I po adopcji:

 

To, co było dla nas najbardziej niezwykłe w tej adopcji to fakt, że opiekun Miziaka jest alergikiem. Mimo to, nie było mowy o rozstaniu się z Ogonkiem :]

Opiekunowie Mizialka nie wiedzą jednak, że przygarniając do siebie tego łobuziaka, podarowali szansę na ratunek Guciowi...

MILUŚ vel KARMELEK

I znowu cofamy się do 2008 roku, kiedy to 11.07. pod nasze skrzydła wraz z dwiema siostrzyczkami trafił Miluś (obecnie Karmelek). Tak na prawdę to miał u nas mieć jedynie przesiadkę w drodze do docelowego domu tymczasowego. Można więc rzec, że został porwany :) za porozumieniem stron. Bowiem gdy zobaczyłyśmy te trzy czarne maluśkie szkraby wtulone w siebie i pomyślałyśmy o tym, że miałaby je czekać jeszcze 2 razy dłuższa dalsza podróż - zaproponowałyśmy, że zostaną na tymczasie u nas. I się zaczęło. Wdrapywanie po roślinkach, chrapanie w doniczkach, rozsypywanie żwirku, łobuzowanie w środku nocy z myszkami grzechotkami. Istny koci żłobek. Gdy już jednak Miluś zaczął przypominać bardziej kota niż mysz, pojawił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dom szyty na miarę. Co więcej dom ten miał do zaoferowania Milusiowi kociego przyjaciela. Dokocenia zawsze są ryzykowne, bo trudno przewidzieć kocie reakcje. Tym razem jednak wszystko wpasowało się jak w puzzlach we właściwe miejsca. A co z tego wynikło? Zobaczcie sami na zdjęciach :]

Przed adopcją:

I po adopcji: 

Gdy oddawaliśmy Milusia, przepraszam, Karmelka do adopcji nie przypuszczaliśmy nawet, że nasze drogi raz jeszcze się kiedyś skrzyżują... Tak się jednak stało we wrześniu tego roku, gdy od Opiekunów kiciusia otrzymaliśmy wsparcie, które pomogło nam stanąć o własnych siłach. Otrzymaliśmy wówczas pełne worki karmy dla naszych podopiecznych. To jednak nie wszystko :) Gdy rodzina Karmelka odwiedziła nas we wrześniu pewna młodziutka dama podbiegła do naszego podopiecznego - Kacperka i chyba już wtedy wiedziała, że Kacperek będzie jej nowym kocim przyjacielem. Tego dnia zapadła decyzja o powiększeniu kociej rodziny o kolejnego kocurka a my przez kolejny tydzień powtarzałyśmy sobie, że to się dzieje na prawdę :) Na zdjęciu poniżej - uratowany Kacperek - obecnie Cynamonek.

poniedziałek, 13 lutego 2012
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.1

Pierwszy wpis tego wyjątkowego tygodnia dedykujemy Domkom Stałym. Decydując się na adopcję daliście nowe życie nie tylko wybranym przez siebie Mruczkom, ale też szansę kolejnym Ogonkom, które trafiły do nas na zwolnione po adopcji miejsce na opuszczonej podusi.

Jesteśmy dumni, że wybraliście nas. Że odnaleźliście swoich kocich przyjaciół w naszych domach tymczasowych i że mieliśmy w tym swój malutki udział.

A teraz - zerknijmy wstecz...

FIGA.

Figa trafiła do nas 23.12.2007 roku... W schronisku spędziła jedną noc. O jedną noc za dużo. Była wystraszonym precelkiem, który wzięty na ręce zwijał się w kulkę w okół ręki. Nasza znajomość zaczęła się od pomyłki w ustalaniu płci. Tak, tak... Figa na początku miała być Kubusiem. Ale spłatała nam figla i okazała się 100% dziewczynką :]

Przed adopcją: 

I dzisiaj... po czterech latach od adopcji:

Kotka, która bała się wszystkiego - leży wtulona w człowieka... to dla nas prawdziwa magia. :) Kochany Domku Stały - zdziałaliście cuda. Jest też coś, o czym pewnie nie wiecie. Przygarniając Figunię i zwalniając miejscówkę w DT Poddasza&Mamuśki daliście też szansę na nowe życie tej trójce brzdąców: Milusiowi (obecnie Karmelek), Majeczce i Mili (obecnie Malażce). Wasza adpcja Figi uratowała tą trójkę muszkieterów :)

TOLUŚ.

A teraz zerkniemy w niezbyt odległą przeszłość. Pewnie część z Was pamięta jeszcze doskonale nasze poszukiwania domku dla Tolusia z Rzeszowa. Kiciuś stosunkowo długo czekał na domek. Ale wiemy już dlaczego. Bo czekał na ten szyty na miarę :) I wyczekał. Wytuptał go malutkimi łapkami.

Przed adopcją:

I trzy miesiące po adopcji, zdjęcia cieplutkie jeszcze:

Jest coś, o czym pewnie Domek Stały nie wiedział... Adoptując Tolusia dał szansę innemu kiciusiowi na ratunek. Toluś odstąpił swoją miejscówkę Rudiemu :) Dzięki temu ten śliczny rudy kocurek najgorsze mrozy tej zimy spędził na podusi zamiast przed zamkniętym piwnicznym okienkiem.

NELLY.

I znowu zrobimy mały skok w daleką przeszłość. 25.09.2007 roku pod nasze skrzydła trafiła Dzikuska vel Nelly. Zabrana ze schroniska. Prawdziwa dzika dzicz :) W domu tymczasowym widywaliśmy ją na szczycie regału. Wystawały tylko końcóweczki uszu. Nie chciała się z nami zaprzyjaźniać. Teraz wiemy dlaczego... :) Bo wolała oszczędzać swoje serduszko dla Domku Stałego...

Przed adopcją: 

I 4 lata po adopcji... Kto by pomyślał... :)

Z dzikuska wyrósł pieszczoch co z resztą widać po pysiaku :) Kolejny raz Domek Stały pokazał nam, że cierpliwość i wielkie serce potrafią pomóc kotu zrozumieć, że Dobry Człowiek nie jest zły :] Domek stały jednak zapewne nie wiedział, że przygarniając Nelly uratował też Marusi. Małemu zapłakanemu pyśkowi. Marusia, dzięki przeprowadzce do Domu Tymczasowego ze schroniska na miejsce po Nelly, nie straciła wzroku. Za co pewnie, gdyby miała okazję sama bardzo by podziękowała mrucząc :)

 

TYGRYNIA.

Tygrynia trafiła do biura fundacji w trakcie interwencji jako kotka wolnożyjąca. Nie mogła wrócić na miejsce bytowania. Nie była kotką dziką, lecz bardzo nieufną. Jej oczy mówiły, że bardzo pragnie ciepła i głaskania. Jej łapki niosły ją błyskawicznie do ulubionego kącika, jak tylko wyczuła jakiś niespodziewany ruch. W ciągu kliku miesięcy tymczasowania w biurze odważyła się wchodzić na kolana i poddawać się głaskaniu. Dużą radość zaczęły sprawiać jej zabawy piórkami i ganianie za laserkiem. Pewnego dnia pojawiła się bardzo cierpliwa Pani, którą Tygrynia zaczęła obwąchiwać, zbliżać się, oddalać. I tak spotykała się Pani z Tygrynią, aż któregoś dnia ich serca zaczęły nadawać i odbierać te same fale.

W tym dniu Tygrynia jednocześnie znalazła swój dom, swoją Panią i swoją kocią Przyjaciółkę. Oraz została mianowana Rysią. Dumną Rysią.

To był ostatni moment przeprowadzki Rysi do domku, gdyż biuro przenosiło się w inne rejony miasta i opieka nad nią byłaby bardzo utrudniona. W adopcji Tygryni ogromną rolę odegrała tymczasowa opiekunka P. Małgosia, Tygrynia została wyadoptowana przez joshua_adę.

 

TRILLIAN i ZAPHOD.

To rodzeństwo kociąt zostało podrzucone w kartoniku do kliniki weterynaryjnej. Wystraszone, drżące, przytulone do siebie. Brudne i zapchlone. Zaniedbane. Zostały zabrane do DT u joshua_ady, by tam oczekiwać na domek, któremu postanowią podbić serce. Czarowały całą paletą najróżniejszych strategii. Od fikuśnych pozycji, przez figlarne zabawy, aż po tęskne oczy w obiektywie aparatu. W podbojach sercowych były tak skuteczne, że przyszły Opiekun nie miał serca rozdzielać rodzeństwa.

Poszły do domku razem, razem rozrabiają, razem urządzają zabawy rodem z Mission Impossible, by dostać się do swoich miseczek, czy pod kołdrę śpiacego jeszcze Opiekuna. Nadal są wdzięcznym obiektem fotografowania!

 

Domek stały Trillian i Zaphoda sprawił, że w DT u joshua_ada już niedługo mogły pojawić się kolejne kocie biedy z interwencji z Bielan: połamana Misia i zakatarzony na granicy przeżycia Kropuś. Oba dziś zdrowe. Czekając 11 miesięcy na swój wymarzony domek... postanowiły, że będzie nim jednak domek tymczasowy i ze statusu "tymczasów" przeszły na tzw. status "rezydentów". Są na tyle przyjazne, że dobrze znoszą obecność każdej nowej kociej biedy w DT.

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
1%
ALLEGRO
FACEBOOK
FILMY
GALERIA zdjęć
KOTY DO ADOPCJI - Koty szukają domu
NASZ NR KONTA: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva! KOTY I SPÓŁKA ul. Kawęczyńska 16 lok. 39, 03-772 Warszawa 76 2030 0045 1110 0000 0255 7500
PODSUMOWANIA MIESIĄCA
Rozliczenia BLOX - Bufor bezpieczeństwa
Rozliczenia dt delfin ZAMKNIĘTE
Rozliczenia DT joshua_ada - Kazio, Larry
Rozliczenia DT Poddasza&Mamuśki - Cykorka, Buranio, Maciuś, Pchełka, Mamunia, Krzysia, Fruzia
Rozliczenia funduszu kota Kubusia
Rozliczenia Karmelka i Cynamonka
Rozliczenia kotki Pusi - ZAMKNIĘTE
Rozliczenia kotów Lili, Mimi, Emi, Marcelinki, Maurycy
Rozliczenia kotów Mikusia
Rozliczenia projektu Bielan (m.in. Figa, Gabi, Chester, Kalinka)