Blog > Komentarze do wpisu
Historia kota Macieja
Kot Maciej to rzeszowska znajdka. Pamiętacie go? http://kocieadopcje.blox.pl/2017/03/Wyglada-na-to-ze-znowu-mamy-kota.html W pewny zimowy wieczór siedział sobie na ławce przed blokiem i czekał nie wiadomo na co.
Może na swojego pana? który w taki sposób kota się po prostu pozbył...
Wieczorem wracałam do domu i dzięki temu podrzutek noc spędził już w cieple. Nikt wcześniej nad biedakiem się nie pochylił, chociaż podobno kot tak siedział już od rana. W domu kocina natychmiast odżył, jaki był wtedy szczęśliwy! 
To ewidentnie domowy kot, miałam wielką nadzieję, że komuś wymknął się z mieszkania i zaraz znajdzie się właściciel.
Ale nikt tego kota nigdy nie szukał!! Mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwania przeze mnie właściciela kota, nikt się po swojego kota nie zgłosił.
No to Kot dostał nowe imię (właśnie Maciej) na nowe życie i zaczęliśmy szukać mu nowego domu. Domu odpowiedzialnego, nie takiego jak ten z którego się go pozbyto...
 
W tym samym czasie...
 
Niedaleko Gdańska mieszkał sobie niejaki kot Maciej ze swoimi opiekunami, którzy go bardzo kochali. Miał 8 lat i był zdrowym szczęśliwym kotem. Aż którego dnia stała się tragedia. Nagle kotek zaczął tracić przytomność, jazda na sygnale do weterynarza i próby reanimacji nic nie dały i ich Maciuś umarł im na rękach. Opiekunowie byli tak zszokowani, że zlecili zrobienie sekcji i okazało się, że ich ukochany Maciuś miał na serduszku tętniaka, który pękł. Nie było żadnych szans na uratowanie mu życia.
Pan się załamał, nie chciał już żadnego kota. Pani nie wyobrażała sobie już życia bez kota i zaczęła przeglądać internet ... I wtedy trafiła na ogłoszenie mojego Maciusia. Nie wiem jak pani go wypatrzyła, bo tak daleko Maciusia nie ogłaszałam. I okazało się, że rzeszowski Maciek to klon ich zmarłego Maćka (przysłali mi zdjęcia, faktycznie niesamowite podobieństwo). I już nie chcieli żadnego innego kota, tylko i tylko tego Maćka, bo widzieli w nim cząstkę swojego zmarłego ukochanego kota. Pan był bardzo związany z tamtym ich Maćkiem, pani marzyła jedynie żeby między mężem a tym Maćkiem zawiązała się szczególna więź...
 
Ja na początku miałam opory z wydaniem kotka tak daleko, ale przegadaliśmy wiele, wiele godzin. Oni byli gotowi w każdej chwili wsiąść w auto i przyjechać po Maćka. I przyjechali! Z Gdańska! Do Rzeszowa!
 
Ale to co się działo po przyjeździe, to jest niesamowite. Maciek tak zaczął witać ich już w przedpokoju, że nie mieli nawet jak się rozebrać. Ja byłam w szoku, on nikogo obcego nigdy tak nie witał. Jak ktoś przychodził to zachowywał się normalnie, zajęty swoimi sprawami, można było go wziąć na ręce, ale sam się nigdy nie narzucał.
A tu zaczął rozdawać im buziaki, właził dosłownie na nich, tulił się, lizał po rękach. A szczególnie umiłował pana, zachowywał się tak jakby mówił “tatusiu, ja tyle na ciebie czekałem i wreszcie po mnie przyjechałeś” I szedł buziak za buziakiem :) Oni płakali, a ja stałam jak wryta...
Pięć razy Maciejek sam wchodził do transporterka i patrzył na nich pytająco “no to kiedy jedziemy do domu?”
 
No i pojechał z tym swoim “tatusiem” do swojego własnego domeczku.
 
A ja uwierzyłam w przeznaczenie. Ten kot czekał tylko na nich...
Musiał ktoś tego kota porzucić pod blokiem w Rzeszowie, żeby ktoś inny na drugim końcu Polski go zobaczył. I pokochał.
Widocznie tak musiało być... Piękna historia, prawda?
 
Dla takich chwil warto żyć...
 
PS. Maciuś jest bardzo szczęśliwy ze swoimi nowymi Opiekunami, no i ... to synuś tatusia :)
Koty i Spółka
 



piątek, 26 maja 2017, kocieadopcje

Polecane wpisy