Blog > Komentarze do wpisu
Bardzo smutne wiadomości o Ogonkach :-(

Nasza wolontariuszka Olga natknęła się na Ogonka, który potrzebował pomocy. Dobrze, że trafił na nią.

Jednak los postanowił, że temu Ogonkowi nie dało się pomóc. Tak bardzo nam przykro!

Olga pisze: "Jeszcze wczoraj myślałam że pochwalę się wam kolejnym uratowanym kotem ale niestety muszę podzielić się z wami kolejną kocią tragedią bo happy endu nie będzie...
Widocznie przyciągam takie bidy albo po rpostu podświadomie ciągnie mnie w takie miejsca.
Jeździłam sobie po okolicznych wioskach na rowerze i nagle zauważyłam leżącego kota na poboczu. Żył i patrzył na mnie. moja reakcja natyhcmiastowa-... złapać i odwieźć do weterynarza. Lekko było myśleć a zrobić okazało się bardzo ciężko. Kot ciągnąc za sobą przetrącone łapy zwiał w gęste krzaki. Dramat. zadzwoniłam po weterynarzy, którzy po przyjeździe stwierdziły że one tam za tym kotem nie pójdą i jeżeli on tak ucieka, to napewno jest w dobrej kondycji i nic mu nie będzie. chociaż jak ganiałam tego kota po krzakach to widziałam że cierpi, bo wiele go kosztowało przedzierać sie po tych chaszczach i uciekać coraz to głębiej. Byłam załamana, bo tam pełno suchych gąłęzi z ostrymi i długimi igłami, które mnie kaleczyły. Ale ja już nie czułam bolu tylko lazłam i lazłam dalej, żeby tylko go złowić, żeby pomóc. tak przebrnęliśmy z tym kotem przez najokropniejsze krzaki jakie tylko w życiu widziałam. Kot znalazł dziurę w płocie i przeszedł na posesję ogrodów działkowych. byłam załamana. Nie dałam radę wejść na siatkę. Znowu przedarłam się do weterynarzy oczekujących na mnie na drodze. one odmówiły łapania tego kota. Komentować nie będę bo mnie krem zalewa.
Ja jednak nie poddałam się. Wsiadłam na rower, objechałam dookoła, odszukałam wejście do tych ogródków działkowych i wtargnęłam tam , nie mając żadnego prawa tam być, bo było już po 20 i oficijalnie zamknięte. Trochę mi zajęło znalezenie tej działki. na dodatek już było prawie ciemno. Ale przelazłam przez płot i złapałam tego kota w sekundzie no bo na otwartej przestrzeni już byłam szybsza.
Zadzwoniłam do weterynarzy znowu i uwaga - kazali mi kota po wypadku przywieźć rowerem ponad 2 km i w ciemności. Przy tym że ja tym rowerem sama ledwo jeżdżę. bo oni i tak już się wykosztowali jeżdżąc do mnie... brak słów.
Ale w końcu przyjechali, zabrali.
Nie mogłam spać całą noc, tak ogromny stres , a w dodatku cała pokaleczona przez te krzaki, nogi całe podrapane, w palcach drzazgi.
Rano zadzwoniłam żeby dowiedzieć się jak się ma kot.
Niestety.. wydano na niego wyrok. Nie, nie przez złamane nogi, a przez pozytywny test FIV :((((
Lekarz mi tłumaczyła że nie ma szans, jest bardzo dziki, nie ma możliwości mu pomóc, bo nawet nie mogli go znieczulić, był tak zestresowany że narkoza nie działała....
Wielki wielki smutek... pocieszam się tylko jednym że może mu pomogłam odejść szybko, żeby nie leżał i nie męczył się w tych krzakach nie wiadomo ile ale i tak bardzo smutno że tym razem nie udało sie :((
"

To nie koniec smutnych wiadomości.

Wczoraj na Bielanach zginął nasz podopieczny: Zefirek. Prawdopodobnie potrącił go samochód... Szczęśliwe miał życie, ale zdecydowanie za krótkie! Smutno nam...

Interwencje Bielany: Zefirek

http://allegro.pl/blox-slodki-kociak-zefirek-szuka-domu-i3494825376.html

czwartek, 29 sierpnia 2013, kocieadopcje

Polecane wpisy