Blog > Komentarze do wpisu
Doniesienia z kociego frontu

DZIEŃ 7.

Dzisiaj 1,5 godziny zajęło nam sprawienie, by Fruzia zaczęła mruczeć. Przyznajemy tym samym, że kicia wymaga ogromnej cierpliwości i konsekwencji. My już prawie się poddaliśmy. Wielokrotnie wychodziliśmy i wracaliśmy do jej pokoiku. Czuliśmy przez chwilę bezsilność. Najważniejsze, jak nam się wydaje jest to, by Opiekun choć raz doświadczył takiej niezwykłej magicznej chwili, w której kot zaczyna mruczeć. Bo jeśli choć raz coś takiego poczuje - łatwiej mu uwierzyć, że jest to możliwe. I tylko potrzeba ogromnego samozaparcia, żeby nie zakończyć następnego dnia całej pracy zbyt wcześnie, by się nie poddać tuż przed nastąpieniem tej magicznej chwili :)

Fruzia ma niezwykłą umiejętność odczytywania naszych emocji. Bardzo wyraźnie reaguje na to, gdy nie jesteśmy w pełni skupieni na niej - wykorzystuje taką chwilę do ucieczki. Dlatego Fruzia stała się dziś "kotem terapeutycznym" dla nas :) Bo wymaga od nas pozostawienia za drzwiami pokoju wszystkich naszych zmartwień, zdenerwowania, stresów i myśli. Gdy wchodzimy do pokoju Fruzi - jest tylko TU i TERAZ i jest tylko ona. Tylko w ten sposób można do niej dotrzeć. Ona czuje, gdy nasze myśli zaczynają się oddalać i nie rozumie tego. Jest jak drobniutki, rozedrgany czujnik naszych uczuć i myśli. Coś niezwykłego.

Z dobrych wieści - rozwolnienie minęło, wymioty ustały. Ustaliliśmy jaka karma na tą chwilę nie wywołuje sensacji i jej się trzymamy. Coraz mniej wypada jej sierści. Sierść która została zaczyna błyszczeć. Wciąż walczymy z łupieżem (poprzez intensywny masaż skóry).

Ponieważ zupełnie nam nie szła praca - niestety codzienne zmartwienia chodzą za nami jak cień i ciężko nam zostawiać je za drzwiami Fruzinkowego pokoju - postanowiliśmy wykorzystać sytuacje, jakie się przy tej okazji pojawiły.

Fruzia była kilkakrotnie brana na kolana w ciągu tej 1,5 godzinnej sesji. Za każdym razem pozwalaliśmy jej po chwili głaskania uciec tam, gdzie czuła się bezpiecznie (czyli na parapet za firanką). Po każdej ucieczce dawaliśmy jej chwilę, po czym podchodziliśmy i głaskaliśmy ją aż do wyczucia że ogonek nie przykleja się spięty do reszty ciała. Braliśmy ją też na ręce - dosłownie na kilka chwil. W czasie trzymania na rękach mówiliśmy jej jaka jest dzielna, jaka cudowna, głaskaliśmy jej futerko i odstawialiśmy za firankę na parapecie. Po tej ostatniej sytuacji postanowiliśmy wprowadzić kolejny element do naszej pracy z nią - laserkową myszkę. Z opowieści dawnego opiekuna Fruzi wiedzieliśmy, że kicia uwielbiała się bawić tym światełkiem laserowym. Tak bardzo lubiła te zabawy, że nawet zaczęła sama podchodzić do opiekuna i zaczepiać go łapką (takie informacje dostaliśmy rok po adopcji Fruzi w mailu). Po przeprowadzce do nas była na początku tak wystraszona, że nie zwracała uwagi na to światełko (pokazaliśmy je kici 3. dnia). Wtedy było jeszcze za wcześnie. Ale ponowiliśmy próbę tydzień po jej przybyciu.

Fruzia na początku wodziła za światełkiem jedynie oczkami, później całą główką. jednak co chwila traciła chęć i zamierała w bezruchu. Wtedy zaczynaliśmy czochrać jej futerko. W pewnym momencie kicia zaczęła nie tylko łapać światełko bardzo żwawo łapkami ale zaczęła też donośnie mruczeć. Tak więc dzisiaj mruczenie zostało wywołane przez kombinację głaskania + czegoś, co Fruzia bardzo pozytywnie kojarzyła. Gdy się jednak rozmruczała - całkiem zapomniała o zabawce. Przymykała tylko oczka - co z resztą widać na filmiku który wykonaliśmy w ostatniej fazie zabawy :)))

I jedna ważna rzecz, o której zapomnieliśmy napisać drugiego dnia po przeprowadzce Fruzi do nas. Ponieważ kicia miała tendencje do chowania się w ciemnych legowiskach i wciskania się w najciemniejsze kąty, za każdym razem, gdy tak robiła, była brana na ręce (dlatego tak ważne, by w jej pokoju każda kryjówka była dla nas łatwo dostępna) i przenoszona na kocyk na jasnym parapecie, z którego mogła oglądać cały świat za oknem (oraz koty z sąsiadującego balkonu). Fruzia bardzo lubi okno. Bardzo lubi oglądać koty i bardzo lubi słońce. To ciepło wywołuje u niej reakcję rozluźnienia - i to nam bardzo pomaga w pracy.

http://youtu.be/70yHqTJLVWU

Postaramy się niebawem zaopatrzyć w aparat, na którym można nagrywać odgłosy podczas kręcenia filmu. Fruzia w czasie całego tego filmiku mruczała.

DZIEŃ 8.

W nocy Fruzia łobuzowała z piłeczką ping-pongową. Skąd taka pewność, skoro w nocy nikt jej nie obserwuje? Otóż w nocy rozchodziły się hałasy z kociego pokoiku - hałasy turlanej po posadzce ping-pongowej piłeczki. Poza tym myszka, z którą Fruzia do nas wróciła, była przeniesiona w drugi kąt pokoju. Pozostałe zabawki leżały w jednym miejscu - tak jak je zostawiamy każdego wieczoru.

Kuwetkowanie się unormowało. Brzuszek pracuje prawidłowo. Jedzonko nadal błyskawicznie znika z miseczek po nocy.

sobota, 21 lipca 2012, kocieadopcje

Polecane wpisy

  • Wieści od Fruzi

    Pamiętacie Fruzię? Opisywaliśmy ją tutaj: http://kocieadopcje.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1282812 Powracamy do niej, ponieważ w ostatnich dniach

  • Czwarty tydzień Fruzi

    Fruzinek czuje się coraz lepiej pod naszą opieką :) Zabawa światełkiem laserowym przed snem staje się już naszą codziennością. Fruzia bardzo lubi się bawić. Zap

  • Trzeci tydzień Fruzinki

    Minął trzeci tydzień naszej pracy z Fruzią. Kicia odważyła się już biegać po pokoju za światełkiem laserowym. Wciąż jednak wydaje się być bardziej "stacjonarnym