Blog > Komentarze do wpisu
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.4

I jak? Żyjecie po całym dniu? Siedzicie wygodnie? No to zaczynamy... :)

Dziś opowiemy o losach kocich przyjaźni. O adopcjach "dwupaczków" oraz szczęśliwych dokoceniach naszych byłych podopiecznych naszymi byłymi podopiecznymi. Bo czasami, jak już dowiedzieliście się z poprzednich odsłon naszych kocich opowieści, kocim przeznaczeniem staje się podróż przez życie wraz z innym kotem. Będzie też o jednej z najdzielniejszych kotek i jednej z najdzielniejszych opiekunek.

BASIEŃKA I SUSEŁKA

Basia trafiła do nas 1.04.2008 roku i od razu udowodniła nam, że koty to istoty magiczne, które potrafią znikać. Basia od samego początku była bardzo delikatną, wrażliwą kotką. Obawiała się głośniejszych dźwięków oraz większej gromady kotów. Któregoś dnia postanowiła zniknąć.

Szukaliśmy jej ponad godzinę. Tylko po to, by znaleźć ją całkowicie zaspaną i zaskoczoną całym zamętem za zamkniętymi (nie były one przez nas otwierane ani zamykane!) drzwiczkami regału tuż pod sufitem (gdzie przerwa między sufitem a szczytem regału miała może 15 cm). Gdyby tego było mało - leżała na rzędzie książek wypełniając sobą niewielką szczelinę. Teleportacja to nie jedyne zjawisko, w jakie tego dnia zaczęłyśmy wierzyć.

Takie były nasze początki. Wkrótce jednak zjawił się dom, który stał się lekarstwem na kocie znikanie. Basia znalazła kogoś, kto podarował jej cały nowy świat, całą ogromną planetę tylko dla niej. I choć w pierwszych dniach po przeprowadzce Basia na moment zdematerializowała się w jednej z odnalezionych później kryjówek, o tyle z czasem kicia zrozumiała, że nie musi już nigdy i nigdzie znikać. Bo dostała Dom. Taki Dom z sercem zamiast drzwi i z ciepłym głosem zamiast okien.

Nowa Opiekunka Basi nie przypuszczała jednak wtedy, że jeszcze kiedyś się spotkamy i że uratuje jeszcze jednego kociego brzdąca.

Suzi zwana na początku Susełkiem podczas naszego pierwszego spotkania miała w planach wypróbowanie sztuczki ze znikaniem. Kiedy to się nie udało, próbowała wdrapać się pod sufit po pionowej ścianie. Tak... Wtedy uznała całą tą sytuację z ratowaniem za absolutnie zbędną. Miała w końcu 3 miesiące i dobrze wiedziała, że koty żyją na drzewie a nie w pokoju z gładkimi ścianami. Coś jej w tym wszystkim mocno nie pasowało. To był dla niej absurd w czystej postaci. Dni jednak mijały a Susełek zaczynała rozumieć, że zastąpienie drzewa drapaczkiem może zrekompensować jej wszystkie niedogodności.

Kiedy pojawiła się Opiekunka Basi wiedziałyśmy, że jedynym kotem, z którym znikająca Basia znajdzie wspólny język to kot, który w głębi duszy zawsze czuł się wiewiórką (fakt, że nazwano ją Susełkiem przypuszczlanie utwierdziło ją w przekonaniu, że ludzie to jednak dziwne istoty).

Przed adopcją: Basia

oraz Susełka

I po adopcji:

Niedawno pani Renata, która uratowała Basię i Suzi, pomogła nam ratować koty wolno żyjące z rejonu Bielan przekazując nam pełen wór karmy.

Dając schronienie Basi i Susełce pani Renata nie wiedziała pewnie jednak o tym, że podarowała szansę na ratunek Mizialskiemu, który wprowadził się do naszego domu tymczasowego dwa dni po wyprowadzce Susełki :) Przez cały czas pozostajemy też ogromnie wdzięczne za wspieranie Lilu, która z uwagi na pozostałości po przebytej chorobie nie znajdzie prawdopodobnie innego domu niż ten tymczasowy, w którym zdołała się w końcu zadomowić.

Mizialek, Lilu.

MONA I FRUZIA vel LISA

Kiedy trafiły do nas wraz z Lilu 3.03.2008 roku bałyśmy się, że nie znajdziemy dla nich domu. Były piękne, ale nie pozwalały do siebie podejść. Mona ostatecznie jako pierwsza poddała się i uznała, że człowiek jest jednak dobrym materiałem na przyjaciela. Fruzia do końca pozostała nieufna. Tym większe było nasze zdumienie, gdy odwiedził nas pan Jarek i wziął Fruzię na kolana, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Tego dnia obie kotki znalazły wspólny Dom, własne miejsce na świecie. Jakieś pół roku później dołączyła do nich fantastyczna kotka o imieniu Carmen. A w ostatnim czasie wszystkie te kocie piękności zaprzyjaźniają się z piesiem. Panu Jarkowi zawdzięczamy bardzo wiele - dał nam bowiem nadzieję, że takie kotki jak Fruzia też mają szansę na bezpieczny, kochajacy dom. Że nigdy nie powinnyśmy się poddawać i szukać... szukać do skutku :)

Przed adopcją:

I po adopcji:

Pan Jarek pewnie nie wie, że przygarniając obie te kicie, pozwolił naszemu tymczasowemu schronieniu dla kotów stanąć ponownie na nogi po chwilowym przepełnieniu. Dzięki tej adopcji pozostające pod naszą opieką koty mogły mieć w końcu tyle miziania, ile potrzebowały. Dzięki temu mogliśmy też stanąć na nogi finansowo, bo tak na prawdę utrzymujemy się dzięki darowiznom wpłacanym dla nas - z hasłem BLOX - oraz dzięki sprzedaży fantów na bazarkach i Allegro. Każda z tych czynności wymaga mnóstwa czasu i energii którą wydzieramy po kawałeczku. Ta adopcja była naszym głębszym oddechem po pierwszych dwóch latach ciężkiej pracy. Dziękujemy za to! :)

 

PYZA I KAJTUSIA

2.07.2010 roku trafiła do nas kocia rodzinka - Mamunia i jej trójka jednodniowych osesków: Krzysia, Pyza i Kajtusia. Pyza z Kajtusią od początku trzymały się razem. Pewnie dlatego, że Pyza była największa a Kajtusia najmniejsza i obie przegrywały w wyścigu do kociego mleczka z przebojową Krzysią.

Kiedy pojawiła się u nas pani Dorota pytając o Kajtusię miałyśmy cichą nadzieję, że zdecyduje się podczas spotkania na przygarnięcie dwóch kocich siostrzyczek. Wiemy bowiem, jak bardzo absorbujący jest jeden kociak i jak szybko nudzi mu się, jeśli nie ma kociego kumpla do tarmoszenia i zabawy. I kolejny raz nasze marzenie się spełniło. Do nowego domku wraz z Kajtusią przeprowadziła się Pyza, która aktywnie uczestniczyła w całym przedadopcyjnym spotkaniu :) Po adopcji obie koteczki dzielnie zniosły pierwszą rujkę i zabiegi sterylizacji. Razem było im na pewno łatwiej przetrwać najbardziej stresujące chwile. Razem też obecnie prześcigają się w łobuzowaniu.

Przed adopcją:

I po adopcji:

Pani Dorota nie wie jednak pewnie o tym, że przygarniając obie te kotki dała szansę na ratunek kolejnemu kotu. Następnego dnia, gdy Opiekunka domu tymczasowego znalazła na ulicy brnącego przez śnieg i błoto Mikusia (zwanego obecnie Szigidigi), mogła przyjąć go do siebie i rozpocząć tym samym kolejną Kocią Opowieść :) Dziękujemy więc pani Dorocie za bycie częścią kolejnego kociego szczęścia.

SIWA

To jedna z pierwszych kotek, która trafiła do domu Poddasza&Mamuśki. To była też moja pierwsza adopcja. Pierwsze spotkanie z przyszłą Opiekunką, pierwsze emocje i stres związany z oddaniem podopiecznego w obce ręce. Tak się jednak złożyło, że Siwa była i jest jedną z najdzielniejszych kotek. Zupełnie jak Opiekunka Siwej jest jedną z najdzielniejszych osób, jakie znam.

Siwa wymruczała sobie swój nowy Dom. Wszystko inne było tylko tłem do tego momentu. Monika, która adoptowała Siwą, podarowała kotce nowe życie, pomogła też w ratowaniu kilku niezwykłych kotów na przestrzeni ostatnich 4 lat. Była bowiem zarówno domem tymczasowym, jak i wspierała nas fantami z przeznaczeniem na nasze aukcje Allegro.

U Siwej jakiś czas temu zdiagnozowano raka. Niestety jest to rak złośliwy z przerzutami do węzłów chłonnych. Kicia jest już po kilku operacjach. I niezwykle dzielnie walczy.

Kiedy odwiedziłam ją w zeszłym miesiącu, miałam wrażenie, jakby czas się dla Siwej zatrzymał w miejscu, dzięki czemu udało się tej kotce oszukiwać chorobę od dłuższego już czasu. Podczas spotkania koteczka wykradała łapką ciasto z talerzyka, mruczała jak traktorek i z zaciekawieniem przyglądała mi się jakby chciała odszukać w pamięci dzień, w którym już mnie raz widziała...

Po adopcji:

Adoptując Siwą, Monika pewnie nie wiedziała, że jedna kotka może tak odmienić czyjeś życie. I nie wiedziała, że dzięki niej, nasz dom tymczasowy zaczął tak naprawdę istnieć. Bez niej nie byłoby dziś tych prawie 30 uratowanych kotów w nowych domach, nie byłoby dużego fragmentu serca Kotów i Spółki, nie byłoby kolejnych 9 podopiecznych w domu tymczasowym Poddasza&Mamuśki. Nie byłoby też Kocich Opowieści, które dedykuję przede wszystkim Monice i naszej pierwszej wspólnie zapisanej karcie imieniem Siwa.

Dziękuję Tobie i wszystkim Domkom, które dają nam nadzieję, że to wszystko, co robimy, ma sens.

Jeśli znajdziecie chwilkę czasu, zerknijcie do nas jutro. Zapraszamy już teraz na ciąg dalszy historii adopcyjnych.

poniedziałek, 20 lutego 2012, kocieadopcje

Polecane wpisy

  • CO PISZĄ NASZE OGONKI, CZ. 3

    Dzisiaj po południu przybiegła do nas Lilunia taszcząc w pyszczku swój własny list do jej wirtualnej opiekunki, Pani Renaty. Lilunia była bardzo przejęta i chci

  • Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.3

    Dzień bez Kocich Opowieści - dniem straconym. Wczoraj jednak zasypało nas po dach. Dziś już jesteśmy gotowi, mamy soczek malinowy, ciepły koc, masę pączków i ba

  • CO PISZĄ NASZE OGONKI, CZ. 2

    Pysio, ponieważ jest symbolem naszego walentynkowego tygodnia, poczuł się wywołany do tablicy. I chociaż nigdy nie był najpilniejszym uczniem, to bardzo chciałb