Blog > Komentarze do wpisu
Z dedykacją dla Domków Stałych - uratowaliście tyle istnień cz.2

Kuwetki ogarnięte, miseczki napełnione, Ogonki wymruczane. Możemy zasiadać do kolejnej porcji Kocich Opowieści :)

Zamiast pokazywania kolejnych zdjęć z kotami ułożonymi w serduszka i zamiast serwowania Wam szoku insulinowego w odcieniach różu, opowiemy Wam, jak na co dzień wygląda wielkie serce. I tym razem nie nasze ;) Ino fantastycznych ludzi, którzy postanowili zaryzykować podrapanie mebli a nieraz i własnych rąk, dewastację roślinek w doniczkach i nieprzespane noce przez turlające się po mieszkaniu kasztanki i myszki grzechotki :]

Kolejna odsłona opowieści o Kotach i ich Opiekunach. Zapraszamy :]

ANDZIA.

Andżelika, zwana Aniołeczkiem, trafiła do nas 24.01.2008 roku. I choć minęło tyle lat, mamy wrażenie, jakby to było wczoraj. Nasza wspólna przygoda zaczęła się dość przerażająco - od zapaści. Andzia napędziła nam takiego stracha, że do dziś pamiętamy uczucie uginających się pod nami kolan. Ten początek rodem z kryminałów Hitchcocka bardzo szybko odmienił się w komedię, której głównym bohaterem stał się Buranio. Buranio bowiem zwabił swoimi cudnymi oczami przyszłą opiekunkę Andzi do nas na spotkanie przedadopcyjne. Spędził je jednak za kaloryferem i pod kocim domkiem. Moment ten wykorzystał Aniołeczek i zakręcił się w okół przyszłego domku. Andzia przyjęła audiencję z najwyższym skupieniem i aprobatą. W ciągu miesiąca z kota porzuconego, jadającego na śmietnikach i pozostawionego na pastwę losu w lecznicy, Andzia przemieniła się w czyjegoś ukochanego mruczusia. I tak... pasuje nam do jej opowieści ścieżka dźwiękowa z filmu Pretty Woman :]

Przed adopcją:

I po adopcji... z jej obecnym kumplem Tongim. 

 

 

To, co niezwykłe w tej adopcji, to że poznaliśmy człowieka o wielkim serduchu, który później przyczynił się na kocim forum miau do uratowania sporej grupki maluszków szukając dla nich domów i tymczasując je. Z jednego z takich "tymczasików" wyrósł prawdziwy kumpel dla Andzi i zadomowił się przy jej boku na stałe :] Bo dobro lubi chodzić parami :]

Domek Andzi pewnie jednak nie wie, że dając dom tej uroczej kici, podarowali też szansę na nowe życie Whiskasowi ze Skierniewic, który wykorzystał wyprowadzkę Andzi, żeby się samemu wprowadzić do naszego domu tymczasowego.

MIZIALSKI

A teraz przewijamy naszą historię do przodu, do 5.09.2010 roku, w którym to poznaliśmy Mizialskiego. Kocurek pojawił się pewnego dnia w piwnicy i robił wszystko, co potrafił, żeby się stamtąd wydostać. A potrafił przepięknie mruczeć i miziać się na całego. Karmicielka zadzwoniła do nas z hasłem, które wywołuje że sierść jeży nam się na karku: "Ktoś znowu wyrzucił kota". Ponieważ mieliśmy wolną izolatkę Mizialski został w trybie pilnym zapakowany do kontenerka i dostarczony do lecznicy na oględziny, odrobaczanie i odpchlenie. A potem poszło z górki :] Mizialski nie był młodziakiem, co powodowało, że ludzie omijali jego ogłoszenia adopcyjne szerokim łukiem. Aż tu nagle, gdy się tego najmniej spodziewaliśmy, pojawił się Domek. TEN domek. Dopasowany jak ulał do tego, czego było potrzeba Mizialskiemu.

Przed adopcją:

I po adopcji:

 

To, co było dla nas najbardziej niezwykłe w tej adopcji to fakt, że opiekun Miziaka jest alergikiem. Mimo to, nie było mowy o rozstaniu się z Ogonkiem :]

Opiekunowie Mizialka nie wiedzą jednak, że przygarniając do siebie tego łobuziaka, podarowali szansę na ratunek Guciowi...

MILUŚ vel KARMELEK

I znowu cofamy się do 2008 roku, kiedy to 11.07. pod nasze skrzydła wraz z dwiema siostrzyczkami trafił Miluś (obecnie Karmelek). Tak na prawdę to miał u nas mieć jedynie przesiadkę w drodze do docelowego domu tymczasowego. Można więc rzec, że został porwany :) za porozumieniem stron. Bowiem gdy zobaczyłyśmy te trzy czarne maluśkie szkraby wtulone w siebie i pomyślałyśmy o tym, że miałaby je czekać jeszcze 2 razy dłuższa dalsza podróż - zaproponowałyśmy, że zostaną na tymczasie u nas. I się zaczęło. Wdrapywanie po roślinkach, chrapanie w doniczkach, rozsypywanie żwirku, łobuzowanie w środku nocy z myszkami grzechotkami. Istny koci żłobek. Gdy już jednak Miluś zaczął przypominać bardziej kota niż mysz, pojawił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dom szyty na miarę. Co więcej dom ten miał do zaoferowania Milusiowi kociego przyjaciela. Dokocenia zawsze są ryzykowne, bo trudno przewidzieć kocie reakcje. Tym razem jednak wszystko wpasowało się jak w puzzlach we właściwe miejsca. A co z tego wynikło? Zobaczcie sami na zdjęciach :]

Przed adopcją:

I po adopcji: 

Gdy oddawaliśmy Milusia, przepraszam, Karmelka do adopcji nie przypuszczaliśmy nawet, że nasze drogi raz jeszcze się kiedyś skrzyżują... Tak się jednak stało we wrześniu tego roku, gdy od Opiekunów kiciusia otrzymaliśmy wsparcie, które pomogło nam stanąć o własnych siłach. Otrzymaliśmy wówczas pełne worki karmy dla naszych podopiecznych. To jednak nie wszystko :) Gdy rodzina Karmelka odwiedziła nas we wrześniu pewna młodziutka dama podbiegła do naszego podopiecznego - Kacperka i chyba już wtedy wiedziała, że Kacperek będzie jej nowym kocim przyjacielem. Tego dnia zapadła decyzja o powiększeniu kociej rodziny o kolejnego kocurka a my przez kolejny tydzień powtarzałyśmy sobie, że to się dzieje na prawdę :) Na zdjęciu poniżej - uratowany Kacperek - obecnie Cynamonek.

wtorek, 14 lutego 2012, kocieadopcje

Polecane wpisy