Blog > Komentarze do wpisu
I...

... stało się coś nieprawdopodobnego.

Pysio odkrył dziś, że ma Dom. Nagle. Ok 10.00 rano. Zrozumiał, że nie został porzucony tylko znalazł swoich własnych Ludzi. Gdybym nie widziała tego wszystkiego na własne oczy żyłabym w przekonaniu, że takie rzeczy to tylko w bajkach.

Po 4 latach socjalizacji, niedługo przed pojawieniem się Domku, Pysio nagle zaczął lubić głaskanie. Do tego stopnia, że zaczął pakować się na kolana (czego nigdy wcześniej nie robił). Że podskakując ocierał się o plecy (co robił wcześniej tylko wówczas, gdy opiekun trzymał w dłoni kanapkę z szynką). Że kręcił ósemki w okół dłoni (której do niedawna jeszcze się bał). I dziś zobaczyłam to na własne oczy w jego nowym Domu. Pojawiło się nagle. Tak jak i u nas. Nagle wszystko wskoczyło we właściwe miejsca i Pysio najzwyczajniej w świecie był szczęśliwy. W taki sposób, żeby nie zostawić żadnych wątpliwości, że jest mu tam tak samo dobrze jak kiedyś u nas.

Kosztowało to nowych opiekunów całą masę cierpliwości, czasu, samozaparcia i wiary, że to ma sens. Bo ma. Największy jaki można sobie wyobrazić. Dla Pysia.

Nie potrafiłybyśmy robić tego, co robimy, gdyby nie te wieści z nowych domów, gdyby nie te namacalne dowody na to, że oddawanie kota do dobrego domu, takiego szytego na miarę, który jest przygotowany na tego konkretnego kota, to coś co daje temu kotu szansę doświadczenia czegoś niezwykłego. Doświadczenia ciepła, troski, radości. To coś, jak podarowanie nowego życia. Bycie częścią czegoś tak niezwykłego, to największa nagroda, jaką mogłybyśmy sobie wyobrazić.

Wiemy, że Pysio może jeszcze kilka razy robić kroczek w tył, ale jeśli tak będzie, to tylko dlatego, żeby potem zrobić skok do przodu. Tak jak dziś.

wtorek, 21 lutego 2012, kocieadopcje

Polecane wpisy